Rottweiler

Rottweiler

niedziela, 21 sierpnia 2016

Lisewski Dwór - dzień piąty


Odpoczywamy 

Dzisiaj postanowiłam pozostać w hotelu i rozejrzeć się z Demonem po okolicy. Zwiedzaliśmy pobliskie pola i chodziliśmy zupełnie nowymi dla nas ścieżkami. Demon najbardziej jednak był zainteresowany zwierzętami. Kucyki, kozy i króliki musi odwiedzić każdego ranka. Nasze poranne spacery zawsze zaczynamy od mini zoo, w którym aktualnie największym wrogiem jest wcześniej ni zauważany przez Niszczyciela struś. 
Dzisiaj miałam okazję chwilę porozmawiać z właścicielem obiektu, który po zobaczeniu Demona natychmiast zatrzymał się, żeby zamienić ze mną kilka zdań. Okazało się, że sam również ma rottweilery. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się chociaż zobaczyć zdjęcie tych czterech czarnulek. 














W różnego rodzaju dworach, pałacach czy zamkach najbardziej  podoba mi się olbrzymia przestrzeń, która zazwyczaj okala takie miejsca. Nie ma w nich ścisku czy kilkumetrowego trawnika, na którym wszyscy się kotłują. Można swobodnie posiedzieć z dala od zgiełku wielkich miast, które większość z nas ma na co dzień. Muszę jednak przyznać, że Demon wspaniale się tutaj odnajduje. W ogóle nie ma ochoty wracać do pokoju, zdecydowanie bardziej lubi przebywać na zewnątrz.  







































Ponieważ w Gościńcu jestem z Demonem sama pracownicy zaproponowali, że można go wypuszczać na korytarz. Muszę przyznać, że kiedy upewniłam się, że w pobliżu nie ma żadnych natrętnych turystów wypuszczałam Demona z pokoju. Jednak pies był cały czas pod nadzorem, żebym w razie czego mogła odpowiednio szybko zareagować. Niszczyciel chłonął wszystkie zapachy i wkładał nos niemal w każdą dziurę. Jednak kiedy zaczął nadmiernie interesować się powieszonymi na korytarzu lisimi skórami, próbując ciągnąć je za ogon, natychmiast musiałam go od nich zabrać, żeby przypadkiem czegoś nie uszkodził. 

























Po południu Demon zaczął ciągnąć w stronę pobliskich pól. Najwyraźniej zatęsknił za buszowaniem w zbożu, które bardzo polubił podczas pobytu w Bychowie. Niszczyciel za każdym razem stara się opóźnić powrót do hotelu co chwila pokładając się na ziemi. Przyznam, że bywa to czasem męczące i czasem nawet denerwuje, jednak z drugiej strony wcale mu się nie dziwię. 















czwartek, 11 sierpnia 2016

Lisewski Dwór - dzień czwarty


Fale nam nie straszne 

W prawdzie Demona z wodą oswoiłam już zeszłego lata jednak przed morskimi falami uciekał notorycznie, nie byłam w stanie przezwyciężyć tego lęku. Jako czteromiesięczny szczeniak starał się, żeby morska woda nawet nie dotknęła jego łap. Nie zmuszałam go. Zaczęłam naukę oswajania go z wodą nad jeziorem z płytką, spokojną linią brzegową i to zaprocentowało. W krótkim czasie Demon nie tylko oswoił się z wodą, ale i polubił pływanie. Postanowiłam ponownie spróbować go oswoić z morzem i falami. Demon szybko wskakiwał do morza, ale gdy tylko widział falę natychmiast uciekał na brzeg. Ponieważ w dwóch kolejnych dniach nie było nawet najmniejszych fal pies coraz chętniej oddalał się od brzegu. Trzeciego dnia fale przestały mu przeszkadzać i Demon pływał już nie zwracając na nie najmniejszej uwagi. 










Oczywiście niedaleko nas ponownie rozłożyli się Państwo od ''kanapek'' na których wczoraj tak uporczywie szczekał Demon, ale tym razem widząc nas Państwo zaśmiali się i powiedzieli coś w stylu ''dzisiaj jeść nie będziemy''. Najwyraźniej Demon musiał ich swoim zachowaniem rozbawić. 








Jak możecie się domyślić droga powrotna do samochodu, podobnie jak poprzedniego dnia nie była , łatwa i trwała dość długo. Demon co chwila się pokładał i nie chciał iść. Ten krótki odcinek pokonywaliśmy przez ponad godzinę. Byłam głodna, zmęczona i szczerze miałam dość tego nieustannego polegiwania Demona, ale z drugiej strony co miałam zrobić ? Zostawić go ? Zmuszać do marszu ponad możliwości ? Nie. Trzeba było po prostu zacisnąć zęby i jakoś dotrwać do tego momentu, gdy znajdziemy się w pobliżu samochodu. 








Po powrocie do hotelu zostawiłam Demona w pokoju, wymieniłam mu wodę, dosypałam jedzenia i udałam się na obiad, ale i tym razem nie znalazłam niczego zadowalającego w karcie menu. No może danie dla dzieci, ale ponieważ byłam strasznie głodna postanowiłam zaryzykować i je zamówić. Jedzenie było w miarę dobre choć przyznam, że jak dla mnie mogłoby być trochę bardziej doprawione. 



wtorek, 9 sierpnia 2016

Lisewski Dwór - dzień trzeci


Szybkie śniadanie 

Po śniadaniu i porannej kawie zaczęłam powoli układać plan działania na dzisiejszy dzień. Patrząc na zdjęcie pewnie ciężko będzie Wam uwierzyć w to, że w Lisewskim Dworze jest szwedzki stół :) Szwedzki stół oczywiście jest, ale ponieważ jestem dość monotematyczna jeżeli chodzi o jedzenie zadowoliłam się tym co zwykle. Choć nie wykluczone, że może skuszę się jeszcze na jedne z 10 rodzajów płatków śniadaniowych, jakiś jogurt lub coś ciepłego. Może. 




Białogóra - czyli grzejemy się na plaży 

Pogoda znowu dopisała dlatego ponownie postanowiłam chwycić byka za rogi i posmażyć się razem z Demonem na plaży w Białogórze. Tradycyjnie nie posiedzieliśmy tam długo jednak nam te kilka godzin w zupełności wystarczyło. W pewnym momencie Demon zaczął strasznie ujadać na rodzinę siedzącą niedaleko nas. Nie było to jednak szczekanie agresywne czy ostrzegawcze. Była to chęć zwrócenia na siebie uwagi. Szybko okazało się dlaczego. Demon dawał Państwu do zrozumienia, gdzie się aktualnie znajduje i czego od nich oczekuje, a oczekiwał jedzenia. Zaczął na nich szczekać dokładnie w momencie, w którym zaczęli jeść kanapki. 








Na plaży poza Demonem było kilka psów, jednak większość nie stanowiła nawet najmniejszego problemu. One ignorowały Demona, a Demon przez większość czasu robił dokładnie to samo. Czasem tylko zerknął w ich stronę, ale nie próbował się do nich zbliżać. Pewnie głównie dlatego, że przez cały czas organizowałam mu jakieś zajęcia i nie specjalnie miał czas na prowokowanie bójek. 








Podobnie jak poprzednio, gdy tylko Demon zrobił się nerwowy zabrałam go do hotelu, żeby odpoczął i nabrał sił na nowe wyzwania. Sama natomiast pojechałam do restauracji, żeby coś zjeść. 






Specjalność szefa kuchni 

Wieczorem pogoda była dość smętna, dlatego odwiedziłam restaurację w Lisewskim Dworze. Chciałam na spokojnie obejrzeć kartę obiadową i przeanalizować czy jest w niej coś dla mnie. Kiedy zapytałam dość młodego kucharza o dania dla dzieci (śmiejcie się, śmiejcie, ale tylko tam była pierś z kurczaka) odpowiedział coś w stylu ''no jak nie jest Pani bardzo głodna). Pomyślałam sobie aaaahaaaa to podziękuję. Poprosiłam o kawę i specjalność szefa kuchni, którą jest sernik na zimno z jagodami i gałką lodów. Zdradzę Wam, że sernik bije na głowę nawet smażone lody, które miałam okazję kosztować niedawno.