Rottweiler

Rottweiler

sobota, 16 lipca 2016

Czwarty dzień wakacji z Demonem - (pola, jezioro Żarnowieckie)


Bychowo 

Rano jak zwykle kąpiel, śniadanie i długi spacer po polach, łąkach oraz w pobliżu stawu. Co mam wrażenie najbardziej cieszy mojego psa, który im bardziej jest brudny tym bardziej jest zadowolony. Dzisiaj wybraliśmy się w to samo miejsce co poprzedniego dnia. Ze względu na dysplazję staram się nie odchodzić z Demonem za daleko. Pamiętajcie, żeby rozsądnie dawkować psom ruch. Jeżeli Wasz pies pokonuje dziennie 2 km to dlatego, że wyjeżdżacie nie możecie go od razu ciągać na 20 km spacery. Nie wytrzyma tego, ani pies, ani tym bardziej jego stawy. Dawkę ruchu należy zwiększać stopniowo i bardzo ostrożnie. 





















Największa w kraju elektrownia wodna 

Przejeżdżając przez Gniewino zauważyłam coś dziwnego, trochę przypominało to wzniesioną, płaską górę, przynajmniej z perspektywy ulicy. Postanowiłam, że sprawdzę to później. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że owe ''wzniesienie'' to nic innego jak Elektrownia Wodna to największa w Polsce elektrownia szczytowo-pompowa położona nad Jeziorem Żarnowieckim, w Czymanowie, woj. pomorskie. Elektrownia wykorzystuje do swojej pracy spiętrzone wody Jeziora Żarnowieckiego (zbiornik dolny) oraz sztucznie magazynowane w zbiorniku górnym powstałym na pobliskim płaskowyżu. Zbiornik Górny ma powierzchnię 122 ha oraz pojemność użytkową 13 600 000 m3 wody, zbiornik stanowi „akumulator” energii elektrycznej w ilości 3 600 000 kWh. Ta ilość wody pozwala na zasilanie przez około 5.5 godziny systemu elektroenergetycznego mocą 716 MW. Szczytowe zapotrzebowanie mocy w województwie pomorskim osiąga wielkość 600 MW (zimowy szczyt wieczorny). Porównanie tych dwóch wielkości daje wyobrażenie, jak dużym źródłem mocy jest Elektrownia Wodna Żarnowiec. 






 Jezioro Żarnowieckie 

To jezioro rynnowe mieszczące się w północnej Polsce, a dokładniej w województwie pomorskim, powiecie wejherowskim, na Wysoczyźnie Żarnowieckiej. Powierzchnia jeziora liczy 1431 ha, długości 7,6 km, szerokości 2,6 km. Maksymalna głębokość jeziora to 16 m. . Ponad 1/3 jego powierzchni stanowią porośnięte łanami zielska podwodne płycizny o głębokości nie przekraczającej 6 m. Przez jezioro Żarnowieckie przepływa rzeka Piaśnica. Co ciekawe dno jeziora znajduje się poniżej poziomu morza (kryptodepresja). Jak już wiecie nad jeziorem miała powstać pierwsza w Polsce elektrownia jądrowa, ale jej budowę przerwano w 1990. Obecnie znajduje się tam największa w kraju elektrownia szczytowo-pompowa uruchomiona w 1982. Od 2011 r. nad Jeziorem Żarnowieckim istnieją 4 przystanie jachtowe (w Lubkowie-DPS, Brzynie, Nadolu i Lubkowie). 

Poszukując przystani jachtowej oraz pobliskiej plaży odkryłam miejsce zapomniane przez ludzi. Znalazłam dziką plażę. Miejsce całkowicie odizolowane od hałaśliwych turystów, gdzie w spokoju od zgiełku mogliśmy potrenować i przede wszystkim odpocząć.  




































Jezioro Żarnowieckie czyli raj dla wędkarzy 


Jezioro Żarnowieckie to niezwykle czarujący zakątek północnych kaszub. Wyjątkowe ukształtowanie terenu, czysta woda akwenu sprawiają, że nie sposób nie ulec urokowi tego miejsca. Od 1 stycznia 2013 roku Gniewińskie Przedsiębiorstwo Komunalne Sp. z o.o. stało się prawnym użytkownikiem Obwodu Rybackiego Jeziora Żarnowieckiego. Zbiornik regularnie zarybiany jest przez Polski Związek Wędkarski. Można tu złowić m.in. szczupaka, lina, leszcza, okonia, sandacza, płoć, karpia i podobno węgorza. Ponieważ jezioro jest porośnięte łanami zielska dlatego świetnie nadaje się do połowów zębaczy na sztuczną muchę lub na spiningowe przynęty powierzchniowe, tj. chociażby slidery, woblery, itp. Wg. miejscowych wędkarzy najlepsze do tego typu połowu są zwłaszcza jego północne krańce (okolice ujścia Bychowskiej Strugi, wpływu Piaśnicy oraz okolice miejscowości Żarnowiec). Północne krańce jeziora zamieszkiwane są przez potężne stada krasnopiur, jazie, alasa, ciosa, jesiotra zachodniego, kiełb, piskorze. Jednak traktować należy je bardziej jako ciekawostkę niż cel połowu. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w tych wodach można złowić nawet metrowe szczupaki. Na jeziorze można łowić i z brzegu i z łodzi, choć zauważyłam, że większość wędkarzy wybiera tą drugą opcję. 































Plaża - Jezioro Żarnowieckie 

Na plaży spędziłam z Demonem jakieś 3-4 godziny w tym czasie robił to co chciał oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Kiedy chciał to pływał, a kiedy nie chciał to siedział z tyłkiem na piasku dodatkowo poćwiczyliśmy komendy. 
Po  wyznaczonym czasie pojechaliśmy do naszej zaprzyjaźnionej restauracji na obiad, ale tym razem postanowiłam zamówić coś innego niż poprzednio. Wzięłam grillowaną pierś z kurczaka z zapiekanymi ziemniakami i sałatką z sosem winegret. 




Oczywiście Demon przez chwilę modlił się do mojego talerza, ale szybko mu to przeszło i schował się pod stołem kładąc pysk na moich kolanach, gdy zauważył, że i to nie skutkuje postanowił dać sobie spokój z żebraniem. Ponieważ w restauracji były też 2 małe psy, które próbowały Demona prowokować dostaliśmy nieco inny stolik. Muszę przyznać, że mi osobiście bardziej się on podobał zwłaszcza, że był oddalony od reszty dzięki czemu nie trzeba przeciskać z psem pomiędzy stolikami, ludźmi czy małymi agresorami. 






Bibliografia :

- http://energetykon.pl/elektrownia-wodna-zarnowiec,926.html
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Elektrownia_Wodna_%C5%BBarnowiec
- http://www.pgeeo.pl/nasze-obiekty/elektrownia-wodna-zarnowiec
- ''Słownik Geograficzno-Krajoznawczy Polski", strona 887 ISBN 83-01-09822-8, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992

piątek, 15 lipca 2016

Trzeci dzień wakacji z Demonem (smażone lody, staw, pola)


Czyli kolejne przygody Demona 

Początkowo pogoda nie dopisywała dlatego postanowiłam najpierw zabrać Demona na spacer po polach, a później zależnie od pogody ustalić co dalej robimy. Spacer zaczęliśmy tak jak zwykle wychodząc od strony rzeki jednak na skrzyżowaniu skręciliśmy w lewo. Demona przypięłam na linkę treningową, żeby dać mu nieco swobody. Bardzo szybko mój łobuz odnalazł drogę nad pobliski staw. Praktycznie niemal od razu go wywęszył. Radości nie było końca. Można było pływać, kopać, brodzić, buszować w zbożu, a wszystko to było dla Demona zupełnie nowym doznaniem.































Nie raz widziałam, że Demon ma dar do tropienia, ale żeby wywęszyć kanapkę w środku lasu ? To potrafi tyko mój pies.Tak tak drodzy Państwo zaczęło się od zwęszenia jakiegoś zapachu i szybkiego marszu w jego stronę, gdy doszłam do Demona okazało się, że mój pies stał nad bułką z serem i szynką, która najwyraźniej komuś nie zasmakowała. Ponieważ mój pies nie zjada niczego napotkanego to odszedł od swojej zdobyczy lekko zawiedziony. W nagrodę jednak czekały na niego w pełni zasłużone smakołyki. 








Około 14:00 zaczęło padać, zrobiło się zimno, a ja byłam głodna, jednak 3 dzień z rzędu jeść tej samej potrawy kompletnie nie zamierzałam, dlatego właśnie postanowiłam wyszukać restaurację inną niż hotelową. Miałam ochotę na coś niezdrowego, coś w stylu kebaba lub czegoś takiego, ale oczywiście najbliższy znajdował się jakieś 50 km od Dworu. Zmieniłam nieco wymagania i zaczęłam szukać pizzy o kuchni Chińskiej czy Wietnamskiej nawet nie marzyłam. Nie dziś i nie w tym miejscu. Kilka km od Bychowa w Choczewie znalazłam restaurację ''Pestka''. Psa nie mogłam zostawić w hotelu więc zabrałam go ze sobą. Na miejscu obsłużyła mnie bardzo miła kelnerka, Ci którzy tam bywają na pewno kojarzą sympatyczną brunetkę z wygolonymi bokami i włosami spiętymi w kucyk. Pani przyjęła zamówienie i zapytała czy zjem na miejscu czy chcę zamówienie na wynos. Odpowiedziałam ''to zależy od tego czy akceptują Państwo pieski''. Pani odpowiedziała ''że tak'' więc postanowiłam ulokować się z Demonem przy jednym ze stoików mieszczących się na dworze. Pani poinformowała mnie, że z pieskiem jeżeli mam ochotę mogę wejść też do środka, ale ponieważ wyszło słońce postanowiłam, że zjem na zewnątrz lokalu. Kelnerka po chwili pojawiła się z miską wody dla Demona. Zachwytom nie było końca. Jedzenie jest dobre, ceny przystępne do tego miła obsługa. Ja osobiście polecam. 






Restauracja ''PESTKA''

Po powrocie do hotelu Demon jak zwykle padł, a ja poszłam kupić sobie kawę oraz deser. Postanowiłam zaszaleć i kupić sobie smażone lody, które podobno zostały wynalezione już 100 lat temu. Smażone lody w kuchni tureckiej zwane pod nazwą KIZARMIŞ DONDURMA. Pomimo 100 letniego stażu trzeba przyznać, że nie jest to deser często spotykany w restauracjach. Osobiście zetknęłam się z nim po raz pierwszy właśnie dzisiaj przy okazji przeglądania restauracji Bychowskiego Dworu. 




Jak smakują ? Smak panierki coś mi przypominał, niestety nie mogłam skojarzyć co dokładnie. Kucharz zdradził mi 3 składniki wchodzące w skład panierki niestety obiecałam milczenie i nie mogę ich podać na forum. Jak robi się takie lody za nic w świecie nie zdradził, ale w dobie internetu można dosłownie wszystko wygooglować, również przepis na ten deser. Lody waniliowe, które kryły się pod panierką były po prostu przepyszne. Deser jest słodki, ale nie mdły. Z pewnością jest on wart spróbowania. 

Po, krótkim odpoczynku oraz pysznym deserze wybrałam się z Demonem na pola, które on tak uwielbia. Właściwie od kiedy jesteśmy na urlopie Demon nieustannie wyciąga mnie na spacery. Czasami chce wyjść tylko po to, żeby poleżeć sobie na trawie przy rzece. Całymi dniami mógłby przesiadywać na zewnątrz. Tam przecież tyle się dzieje. Zawsze jest coś nowego do odkrycia, poznania i do obwąchania. Mam wrażenie, że te wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę przynajmniej dla Demona, który czerpie z niego ''pełnymi garściami''. 






















Wieczorem wyszłam jeszcze z Demonem na krótki spacer. 10 min nie więcej, wiecie siku, kupa i spać. Zgadnijcie gdzie udał się mój podróżnik ? Na przystanek autobusowy. Widocznie chciał jeszcze pozwiedzać. Tylko ja taka wiedźma zaciągałam go do domu o 23:00. 


środa, 13 lipca 2016

Drugi dzień wakacji z Demonem


Czyli poznajemy teren 

Rano wstałam, wykąpałam się i zabrałam Demona na długi spacer, żeby pozwiedzać okolicę. Tak naprawdę byłam ciekawa czy jest w Bychowie coś poza kilkoma domami i hektarami pól, które są dosłownie wszędzie. Tradycyjnie minęliśmy ulubioną rzekę Demona, nad którą zawsze musi się zatrzymać i pogapić, a potem udaliśmy się nieco dalej na pola. Wracając usłyszeliśmy dziwny dźwięk, który wydobywał się z jakiegoś zwierzęcia raz za razem. Oboje przystanęliśmy, żeby posłuchać, ale dziwny dźwięk nie ustawał, ani na chwilę, ponieważ jednak dochodził z kierunku, z którego wracaliśmy postanowiłam, że się cofniemy i sprawdzimy, tak oto naszym oczom ukazała się para żurawi. 




Demon bez chwili wahania ruszył w stronę żurawi, żeby im się bliżej przyjrzeć. Szybko jednak został odwołany i mam wrażenie, że lekko zawiedziony wrócił ze mną do ośrodka co jakiś czas oglądając się na żurawie i próbując skierować kroki w ich stronę. Po powrocie do dworu, nalałam Demonowi świeżej wody, dałam mu jedzenie i udałam się na śniadanie do dworskiej restauracji, w której szwedzki stół gwarantował mi, że nawet ktoś tak wybredny i monotematyczny w jedzeniu znajdzie tam coś dla siebie. Muszę przyznać, że śniadania na Bychowskim Dworze mają po prostu pyszne. Poza wędlinami, które robią sami, znalazł się też ser, jajka, owoce, twaróg, jajecznica, tosty, kilka rodzai pieczywa, konfitury, miód, dżem, jogurt naturalny i wiele innych. Zauważyłam, że większość rzeczy jest stała, ale codziennie pojawia się coś nowego, np. jednego dnia masz tosty zapiekane z serem i kiełbasą, innego dnia są to naleśniki, a innego dnia parówki. Po śniadaniu kawa na tarasie i powrót do pokoju, żeby chwilę odpocząć. Potem trening z Demonem i kolejna wyprawa, tym razem w trochę innym kierunku. 

Tym razem udaliśmy się szlakiem konnym trasą ''nad jeziorem''. Niemal zaraz za znakiem zauważyłam ogrodzenie, które było zamknięte na cztery spusty, a napis nad nim brzmiał ''naturalne siedlisko spuri''. Za płotem dało się zauważyć wieli stawi i kawałek otaczającego go lasu, co było dalej nie wiem, nie widziałam. Przyznam szczerze, że pojęcia nie miałam czym jest owa spuria. Zastanawiałam się czy to ptak, owad czy jakiś gad lub płaz, ale w głowie miałam kompletną pustkę. Postanowiłam to później wygooglować na necie. Okazało się, że owa spuri to nic innego jak gatunek ważki, niestety nie znalazłam żadnego zdjęcia, które by ją przedstawiało.




Przez cały dzień pogoda była bardzo niepewna, raz świeciło słońce, a raz padał deszcz. Dlatego postanowiłam, że tego dnia nigdzie nie pojedziemy, za to wybierzemy się na piesze wycieczki po konnych szlakach. 
























Po całym dniu pełnym wrażeń, nowych miejsc oraz zapachów Demon zmęczony padł na hotelowym łóżku i spał, aż do wieczora. Zdecydowanie zaskoczony był jego miękkością i kiedy materac lekko się ugiął pod jego naciskiem, zaskoczony szybko poderwał się do góry. Po pewnym czasie docenił jednak  jego wygodę i rozluźniony drzemał sobie dalej.