Rano wstałam, wykąpałam się i zabrałam Demona na długi spacer, żeby pozwiedzać okolicę. Tak naprawdę byłam ciekawa czy jest w Bychowie coś poza kilkoma domami i hektarami pól, które są dosłownie wszędzie. Tradycyjnie minęliśmy ulubioną rzekę Demona, nad którą zawsze musi się zatrzymać i pogapić, a potem udaliśmy się nieco dalej na pola. Wracając usłyszeliśmy dziwny dźwięk, który wydobywał się z jakiegoś zwierzęcia raz za razem. Oboje przystanęliśmy, żeby posłuchać, ale dziwny dźwięk nie ustawał, ani na chwilę, ponieważ jednak dochodził z kierunku, z którego wracaliśmy postanowiłam, że się cofniemy i sprawdzimy, tak oto naszym oczom ukazała się para żurawi.
Demon bez chwili wahania ruszył w stronę żurawi, żeby im się bliżej przyjrzeć. Szybko jednak został odwołany i mam wrażenie, że lekko zawiedziony wrócił ze mną do ośrodka co jakiś czas oglądając się na żurawie i próbując skierować kroki w ich stronę. Po powrocie do dworu, nalałam Demonowi świeżej wody, dałam mu jedzenie i udałam się na śniadanie do dworskiej restauracji, w której szwedzki stół gwarantował mi, że nawet ktoś tak wybredny i monotematyczny w jedzeniu znajdzie tam coś dla siebie. Muszę przyznać, że śniadania na Bychowskim Dworze mają po prostu pyszne. Poza wędlinami, które robią sami, znalazł się też ser, jajka, owoce, twaróg, jajecznica, tosty, kilka rodzai pieczywa, konfitury, miód, dżem, jogurt naturalny i wiele innych. Zauważyłam, że większość rzeczy jest stała, ale codziennie pojawia się coś nowego, np. jednego dnia masz tosty zapiekane z serem i kiełbasą, innego dnia są to naleśniki, a innego dnia parówki. Po śniadaniu kawa na tarasie i powrót do pokoju, żeby chwilę odpocząć. Potem trening z Demonem i kolejna wyprawa, tym razem w trochę innym kierunku.
Tym razem udaliśmy się szlakiem konnym trasą ''nad jeziorem''. Niemal zaraz za znakiem zauważyłam ogrodzenie, które było zamknięte na cztery spusty, a napis nad nim brzmiał ''naturalne siedlisko spuri''. Za płotem dało się zauważyć wieli stawi i kawałek otaczającego go lasu, co było dalej nie wiem, nie widziałam. Przyznam szczerze, że pojęcia nie miałam czym jest owa spuria. Zastanawiałam się czy to ptak, owad czy jakiś gad lub płaz, ale w głowie miałam kompletną pustkę. Postanowiłam to później wygooglować na necie. Okazało się, że owa spuri to nic innego jak gatunek ważki, niestety nie znalazłam żadnego zdjęcia, które by ją przedstawiało.
Przez cały dzień pogoda była bardzo niepewna, raz świeciło słońce, a raz padał deszcz. Dlatego postanowiłam, że tego dnia nigdzie nie pojedziemy, za to wybierzemy się na piesze wycieczki po konnych szlakach.
Po całym dniu pełnym wrażeń, nowych miejsc oraz zapachów Demon zmęczony padł na hotelowym łóżku i spał, aż do wieczora. Zdecydowanie zaskoczony był jego miękkością i kiedy materac lekko się ugiął pod jego naciskiem, zaskoczony szybko poderwał się do góry. Po pewnym czasie docenił jednak jego wygodę i rozluźniony drzemał sobie dalej.
Dokument lokacyjny posiadłości w Bychowie jest nieznany. Najprawdopodobniej majątek jako dobro rycerskie powstał w XII lub w XIV wieku. Źródła podają, że pierwsze wzmianki dotyczące tej niesamowitej posiadłości pojawiły się już w 1377 roku, kiedy właścicielem był Reczke. Strumień Bychov, który przepływał przez te rejony najprawdopodobniej dał nazwę nie tylko posiadłości, ale i rodzinie szlacheckiej. Nazwa ta widnieje do dziś.
Właściciele dworu
Rodzina pochodzenia pomorskiego von Buchow herbu Zadora
Od 1523 roku właścicielem został Jurgen von Büchow
Kolejni właściciele to Mathas i Hans von Buchow
W wieku XVIII na dłuższy czas majątek dostał się ręce rodziny von Lubtov
Ostatnim właściciele majątku przed wojną był królewski radca sądu Albert Bahrndt, po którym w 1928 roku wieś przejęła jego żona.
Geneza Dworu Bychowo
W czasie II wojny światowej założenie dworskie, folwarczne oraz parkowe zostało częściowo zniszczone. Jednak całkowitej dewastacji uległo w latach 50-tych i 60-tych. Z kolei w 1946 r. dawny majątek przeszedł na własność Państwowego Gospodarstwa Rolnego, a w późniejszym okresie Spółdzielni Rolniczej. Co ciekawe w latach 50-tych i 60-tych jak można wyczytać w materiałach źródłowych tworzono kolejno : przedszkole, szkołę, mieszkania dla nauczycieli, a nawet świetlicę. W skład majątku wchodziły wówczas dwa folwarki, dwa młyny wodne, cztery zagrody oraz łąki. Niestety z powodu braku danych nie jest możliwe prześledzenie rozwoju zespołu dworsko-parkowego. Wiadomo natomiast, że obecny dwór powstał w drugiej połowie XIX wieku, natomiast szczątkowo zachowane budynki znacznie wcześniej w pierwszej połowie XIX wieku.
Czasy bardziej współczesne
Współczesna historia Bychowskiego dworu rozpoczęła się w 1989 roku, kiedy to Pan Władysław Brzozowski zakupił dworek od gminy Gniewino. Budynek został zburzony do fundamentu, a następnie odbudowany na podstawie ekspertyzy budowlanej oraz dokumentacji fotograficznej. Obecnie właścicielem Bychowskiego dworu jest Pan Przemysław Brzozowski. Dziś Dwór w Bychowie pełni w chwili obecnej rolę hotelu.
Dwór w Bychowie
Fontanna przed Dworem
Restauracja
Otoczenie Dworu
Dwór usytuowany jest w otoczeniu 5,5 hektarowego parku z piękną Aleją Grabową oraz wieloma pomnikami przyrody - wśród nich 450-letni dąb ''Władek'', który w swoim obwodzie liczy sobie ponad 5 metrów. Dąb Władek oraz 20 innych okazów (głównie dęby i olsze) to rośliny typowane na pomniki przyrody). Podobnie zresztą jak cała aleja grabowa, na końcu której znajduje się rotunda widokowa, umożliwiająca podziwianie okolicznego krajobrazu. Przez park przepływa rzeka zwana Strugą Bychowską.
Ulubione miejsce Demona park
Dąb ''Władek''
Miejsce na ognisko
Mini ZOO
Gołębnik
Stajnia dla koni
Położenie Dworu Bychowo
Dwór znajduje się w miejscowości Bychowo, położonej na Pobrzeży Słowiańskim na zachód od Jeziora Żarnowieckiego oraz około 10 km od Morza Bałtyckiego. Dwór stanowi bazę wypadową na pobliskie plaże.
Oferta Dworu
Do dyspozycji gości poza bezpłatnym internetem, pokojami i zapleczem kulinarno - rekreacyjnym istnieje możliwość skorzystania z kortu tenisowego, stołu bilardowego, rowerów górskich. Zimą organizowane są kuligi, a latem wyjazdy bryczką. Dodatkową atrakcją jest prowadzone na terenie parku Mini ZOO, w którym znajdziecie kozy, barany, króliki, kaczki, gołębie. Na terenie ośrodka znajduje się również stajnia dla koni. Amatorzy jazdy konnej nie muszą zostawiać swojego wierzchowca w domu, ponieważ hotel oferuje możliwość płatnego wynajęcia hotelu dla konia.
Uwaga : obiekt przyjazny zwierzętom. Cena pobytu psa w pokoju hotelowym to 15 zł za dobę hotelową.
Jak zwykle zaczęłam szukanie hotelu dosłownie na ostatni moment. Jak zwykle na kilka dni przed planowanym wyjazdem, ale ponieważ prowadzimy bardzo zakręcony tryb życia ciężko jest nam zarezerwować coś z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Zwłaszcza, że cały czas rehabilitujemy operowaną kończynę Demona. Niedawno ustalaliśmy przyczynę spadku wagi i po kilku miesiącach, gdy znowu trafiliśmy do Warszawy udało się nam powrócić do wagi sprzed choroby. Na szczęście nie był to żaden rak, guz czy inne ''dziadostwo'' przyczyna była banalna, ale w Bydgoszczy przez kilka miesięcy lekarze nie mogli niczego ustalić. No, ale wracając do wyjazdu. Ponieważ nie chciałam wisieć godzinami na infoliniach postanowiłam porozsyłać maile z zapytaniami. Szukałam miejsc przyjaznym zwierzętom w sąsiedztwie psich plaż. Istotne były dla mnie trzy rzeczy : akceptacja zwierząt, internet, parking położony na terenie ośrodka, ponieważ w przeciwieństwie do zeszłorocznego wypadu nie miałam najmniejszego zamiaru spędzać kilku godzin na komisariacie bo ktoś ukradł moje tablice rejestracyjne.
Powoli przychodziły odpowiedzi od hoteli, niestety większość ośrodków szczycących się akceptacją zwierząt, w prawdzie faktycznie akceptowała zwierzęta, ale tylko te wielkości chomika. Moim zdaniem taka informacja powinna być wyraźnie zasygnalizowana już w samym ogłoszeniu, zaoszczędzi to nie tylko czas, ale i ewentualne nerwy.
W końcu zaczęłam przeglądać oferty nie tylko nad morzem, ale i nad jeziorami. Ktoś polecił mi stronę booking.com na ktorej znalazłam całkiem ciekawą ofertę. Strona wymagała podania nr karty płatniczej w celu weryfikacji. Booking zapewniał, że żadna opłata nie zostanie z karty pobrana. Tak więc podałam nr karty i zabukowałam sobie pokój. Po kilku min dostałam informację, że środki z karty nie zostały pobrane, ponieważ mam ustawiony na niej zbyt niski limit dla transakcji. Strona bez mojej wiedzy i bez mojej zgody chciała pobrać z mojej karty kwotę 388 zł. Limit mam o wiele niższy, ale właśnie na wypadek takich sytuacji. Jeżeli potrzebuję wykonać jakąś operację na wyższą kwotę to po prostu zmieniam limit. Moim zdaniem to co robi booking.com jest zwykłym oszustwem, dlatego zamierzam tą sprawę zgłosić. Rozumiem, że pobiera się kaucję, ponieważ często ludzie rezygnują w ostatnim momencie i uważam, że pobieranie kaucji jest czymś zupełnie normalnym, ale pobieranie po cichu, z konta odkłamując przy okazji właściciela jest czymś co nie powinno mieć w ogóle miejsca. To przestępstwo. Po telefonie do hotelu poprosiłam o podanie numeru konta, żeby przelać kaucję, ale bez udziału strony booking.com, której serdecznie NIE POLECAM. Hotel zarezerwowany można więc było się skupić na przygotowaniach do wyjazdu.
Dzień wyjazdu
W piątek spakowałam bagaże, Demona i wyruszyliśmy w trasę. Tym razem wybraliśmy Dwór na całkowitym pustkowiu w nadziei, że nie będziemy musieli się przeciskać pomiędzy tłumami ludzi by spokojnie dojść na plażę. W zeszłym roku zabrałam Demona do Władysławowa i choć na plażę mieliśmy 5 min to trasę pokonywaliśmy ponad godzinę, ponieważ co chwila każdy nas zatrzymywał bo dosłownie każdy chciał go pogłaskać. To było bardzo miłe, ale i bardzo męczące.
Ponieważ zdecydowanie lubię podróżować szybko to pojechałam autostradą, którą szybko dotarliśmy do Gdańska do Bychowa to niemal rzut kamieniem.
A podobno Corsa D to mały samochód XD
Podróż z przygodami
Ponieważ nawigacja kompletnie nie widziała żadnego adresu w Bychowie poza pokierowaniem mnie do owej miejscowości musiałam będąc już niemal na miejscu zapytać się o drogę. Przed jednym z domów na rozpadającym się krzesełku siedział starszy dziadek. Zatrzymałam więc samochód i uprzejmie zapytałam staruszka o drogę. Kazał mi zawrócić i pojechać na wprost brukowaną drogą przez las. Upewniając się, że na pewno chodzi mu o tą konkretną drogę pokazałam na wielką bramę i zapytałam czy na pewno tam. Dziadek odrzekł, że tak i żebym bramę minęła i pojechała prosto tak jak prowadzi droga, a tam dalej jest parking. No to mijam bramę i jadę. Po raz pierwszy zwątpiłam w jego orientację w terenie, gdy znalazłam się przed rozpadającym mostem. Pomyślałam k...... przecież to się zaraz zawali. Pełna obaw przejechałam przez most, który nawet się nie ugiął. Mijam jakieś połączenie dróg gruntowych i znowu zaczynam się zastanawiać czy dziadek na pewno wskazał mi dobry kierunek. Jadę dalej, jakiś kilometr później mijałam kolejne skrzyżowanie. Co całkowicie poddało w wątpliwość wskazany przez dziadka kierunek, bo dworu jak nie było widać tak nie było. Postanowiłam przejechać jeszcze kilometr do dwóch i zawrócić. Możecie wierzyć lub nie, ale droga była tragiczna. Była wąska, grząska cała pokryta świeżym błotem i gliną. Co kawałek leżały wielkie gałęzie, które musiałam usuwać, żeby móc przejechać. Kiedy z nawigacji zniknęły mi jakiekolwiek zabudowania i pokazało się szczere pole postanowiłam zawrócić. Sęk w tym, że nie było, ani jak, ani gdzie. Pozostawała jazda na wstecznym do najbliższego skrzyżowania,żeby tam móc wykonać manewr zawracania. Zadzwoniłam do hotelu zapytać się jak do nich dojechać. Pamiętam, że w między czasie powiedziałam coś w stylu ''ja się tu zaraz zakopię''. Jak się domyślacie tak właśnie było. Ugrzęzłam i nie mogłam wyjechać. Dziewczyna poinformowała mnie, że za 10 min wyjedzie po mnie szef hotelu, żeby pomóc mi wyciągnąć samochód. Podziękowałam, powiedziałam, że czekam i się rozłączyłam. Postanowiłam, że póki nie ma pomocy to postaram się sama wyjechać z błota. Wrzuciłam wsteczny i ruszam, zgasł, wrzucam raz jeszcze i znowu zdechł. Wkurzyłam się nie na żarty i postanowiłam spróbować jeszcze raz, ale tym razem z większym impetem dusząc gaz. Wyjechałam !!! Udało się, ale żeby nie było za pięknie to cała glina pokryła nie tylko szybę, ale i maskę samochodu. Włączyłam wycieraczki i przez 2 km jechałam na wstecznym do skrzyżowania, na którym zawróciłam i już bez większych sensacji dotarłam do hotelu.
Możecie nie wierzyć, ale dzień wcześniej samochód lśnił czystością
Mortał z tego taki : Nigdy nie ufaj dziadkom ! A tak na poważnie zaczęliśmy urlop przygodami i tak było właściwie przez cały pobyt. Po wypakowaniu bagaży, zameldowaniu się i dokonaniu opłat postanowiłam zabrać Demona na spacer po okolicy. Zdecydowanie zafascynowała go niewielka rzeka, na którą mógłby się gapić godzinami.
Awaria samochodu
Po powrocie ze spaceru zrobiłam coś czego nie robię nigdy. Schyliłam się, żeby obejrzeć czy nie porysowałam samochodu. Okazało się, że spod maski dyndał sobie jakiś przewód. Nie wiedziałam czy jest to poważna awaria czy raczej coś czym nie należy się przejmować, dlatego postanowiłam zapytać szefa hotelu o mechanika. Szef poinformował recepcjonistkę, że mechanik będzie w przeciągu godziny. Postanowiłam zaczekać.
Po ponad godzinie do pokoju zapukała recepcjonistka prosząc mnie na dół i informując, że szef z mechanikiem czekają już przy moim samochodzie. Pomyślałam ''skąd oni wiedzą,który jest mój?''. No, ale biorąc pod uwagę jego wygląd raczej nie trudno im było się domyślić, który pojazd należny do mnie. Pan mechanik stwierdził, że najprawdopodobniej jest to przewód od klimatyzacji, ale nie wiadomo jak wygląda bo samochód jest niski i żeby cokolwiek zobaczyć musiałby zabrać go na kanał. Zapytał również czy zostaję tu dłużej, trochę przestraszyłam się, że chce go zabrać na kilka dni, ale szybko rozwiał moje wątpliwości mówiąc, że potrwa to maksymalnie trzy godziny.
Przyniosłam dowód rejestracyjny i ubezpieczenie, dałam kluczyki i oczekiwałam na powrót mechanika. Żeby było śmieszniej wracając do hotelu zauważając strasznie obdrapany zderzak jednego z zaparkowanych samochodów skwitowałam : ''e mój wcale nie wygląda najgorzej'' na co właściciel odrzekł ''ten akurat jest mojej żony''. Ups ....
Głód - czyli nie podchodź do mnie no chyba, że chcesz mi dać ciasteczko XD
Byłam zła, zmęczona i głodna, co jeszcze bardziej potęgowało złość. Bliscy mi ludzie wiedzą, że jak jestem głodna to lepiej do mnie się nawet nie odzywać, bo zjem XD Tak na serio jeżeli czuję głód to ''lepiej do mnie nie podchodź, no chyba, że chcesz mi dać ciasteczko''. Postanowiłam zamówić sobie obiad w restauracji mieszczącej się na dworze. Karta menu jest muszę przyznać bardzo skromna. Wg. restauratorów im karta skromniejsza tym lepiej bo klienci nie grymaszą i zamawiają szybciej zamiast godzinami rozwodzić się nad tym co by zjedli. Ja osobiście mam inne zdanie, lubię mieć wybór. Przeważa kaczka, wieprzowina czyli mięso, którego ja osobiście nie lubię. Z trudem odszukałam jedno danie z piersią kurczaka. Szkoda. zwłaszcza, że przez tydzień dzień w dzień nie zamierzam jeść tego samego. Jak większość się domyśla wybrałam pierś z kurczaka, z pure i fasolką. do każdego zamówionego dania restauracja serwuje ziemniaki zapiekane w śmietanie, które muszę przyznać, ze są całkiem niezłe. Pierś była soczysta i po prostu pyszna, pure było okropne, ale ja nigdy za nim nie przepadałam więc nic dziwnego, że mi nie smakowało. Co do fasolki ? Mam wrażenie, że do jej ugotowania nie użyto, ani krzty soli, trochę szkoda, ale pomimo tego była całkiem niezła. Może jestem wybredna, ale przywykłam do jedzenia, które cechuje się wyraźnym smakiem, do którego przygotowania użyto więcej niż jednej przyprawy i które jest ostre.
Koszt obiadu to 29 zł. Cena porównywalna do tych w Bydgoskich restauracjach. Z pewnością nie przyprawi nikogo o zawrót głowy.
Powrót mechanika
Po jakiś 3 godzinach wrócił mechanik z dobrymi wiadomościami. Tak jak przypuszczał awaria nie była poważna. Wiszący przewód faktycznie był od klimatyzacji. Zapytałam o koszt naprawy. No i się zaczęło. Pan opowiadał co dokładnie naprawił w samochodzie : umycie całego samochodu, wymycie silnika z gliny, która zalała go podczas wydostawania się z błota, wymiana przewodu, wymiana kabla i coś tam jeszcze. I zaczyna no za to bym musiał wziąć, a ja już wizja no to teraz mi z cztery stówki zaśpiewa, a on no tak ze 150 zł. Niemal się przy tym zawstydzając. Odpowiedziałam, że spoko i że zaraz przyniosę pieniądze. Chwilę jeszcze pogadaliśmy o samochodach, po czym rozstaliśmy się grzecznie. Nadejście paczki z Karuska
Po powrocie do hotelu zapytałam czy dotarła do nich moja paczka, okazało się, że tak. Od razu ją zabrałam i postanowiłam rozpakować. Przyszła wyczekiwana od dawna kamizelka chłodząca dla Demona oraz wie książki dla mnie. Jak dziecko nie mogłam się jej doczekać, ale po rozpakowaniu nie mało się rozczarowałam. Nie chodzi o sklep, ale o rozmiar. Kamizelka była ściągana z zagranicy i trochę to trwało, niestety w tym czasie Demon się trochę rozrósł i kamizelka okazała się za mała. Postanowiłam zadzwonić do sklepu i poprosić o wymianę. Oczywiście nie miałam z tym problemu, kazali mi wydrukować formularz zwrotu z ich strony i odesłać wymieniany towar. Lubię ten sklep, nigdy nie mam z nimi żadnego problemu. Są pomocni, uprzejmi i starają się zawsze dostosować do klienta. Bardzo ich sobie za to cenię.
Znowu spacer
Mam wrażenie, że mój pies się tutaj po prostu odnalazł. Wszystko chłonął, każdy zapach, każdą nową rzecz. Zupełnie jakby to były wakacje jego życia. Ciągle wyciągał mnie na spacery. Wiecznie chciał chodzić, a do powrotu do hotelu trzeba go było zwyczajnie zmuszać. Zdecydowanie wolał przebywać na zewnątrz. Nawet, gdy wracaliśmy do hotelu to nie myślcie sobie, że wracał do pokoju. On wracał tylko po to, żeby poleżeć sobie na olbrzymim zielonym terenie, wśród trawy, motyli, przy rzece. W słońcu lub w cieniu, zależnie od tego na co akurat miał ochotę.
Wieczorny spacer
Wieczorem ponownie wyszliśmy z Demonem na spacer, pogoda była średnia, ponieważ padało. Zdecydowanie nie zachęcało to do jakiś dłuższych wędrówek zwłaszcza, że było ciemno. Pokręciliśmy się trochę za bramą ośrodka, a potem wróciliśmy na jego teren. Wracając zauważyłam maleńkie, zielone przelatujące mi przed oczami światełko. To był świetlik. Świetlik świętojański (Lampyris noctiluca) - to jeden z trzech gatunków tego owada występujących na terenie Polski. ietliki najczęściej można spotkać na skrajach lasów obficie porośniętych krzewami, przy zbiorowiskach wysokich bylin, w pobliżu żywopłotów oraz w parkach. Co ciekawe światło wytwarzają samice świetlika, które na powierzchni ziemi polują na ślimaki. Wytwarzane przez nie światło powstaje w wyniku reakcji chemicznej dzięki enzymowi lucyferazie. Mówiąc najprościej świetliki mogą dowolnie światło "włączać i wyłączać". Światłu, które wytwarzają, nie towarzyszy ciepło, a więc ciało chrząszcza nie ulega nagrzaniu.Gdy znalazłam się niedaleko żywopłotu zauważyłam większą ilość latających świetlików. To była jedna z ładniejszych rzeczy jakie zobaczyłam dzisiejszego dnia.
Niewątpliwie najważniejszą ''rzeczą'' jaką należy zabrać na wakacje z psem jest pies. Wyjazdy z czworonogiem są czymś naprawdę wspaniałym o ile potrafimy się do nich dobrze przygotować. Za każdym razem przed dłuższym wyjazdem siadam i spisuję listę, którą następnie kompletuję.
Tak oto powstaje psi niezbędnik,czyli lista najpotrzebniejszych rzeczy.
książeczka zdrowia - potrzebna zawsze, ale obowiązkowa chociażby podczas podróżowania komunikacją publiczną. To dokument, który potwierdza, że pies jest szczepiony przeciwko wściekliźnie. Pamiętajmy, że w książeczce zdrowia są też informacje dotyczące ewentualnego leczenia co może okazać się bardzo istotne podczas wizyty weterynaryjnej.
pozwolenie na psa rasy uznawanej za agresywną - jeżeli oczywiście jesteśmy posiadaczami psa z listy.
czip i adresówka - które pomogą wrócić do domu Twojemu zwierzakowi, jeżeli tylko się zgubi. Oczywiście warto przed wyjazdem sprawdzić czy czip Twojego psa jest zarejestrowany w bazie oraz czy znajdujące się w niej dane kontaktowe są aktualne.
akcesoria takie jak smycz, obroża, kaganiec - warto wziąć dodatkowy komplet smyczy i obroży, na wypadek, gdyby pierwszy komplet się zniszczył. Z doświadczenia wiem, że nawet smycz najlepszej firmy może się chociażby zerwać.
karma - warto zabrać jedzenie już sprawdzone, które nie wywołuje u psa sensacji żołądkowych.
wodę i dwie miski - zawsze przy dłuższych wyjazdach. Pamiętajmy, że pies powinien mieć osobną miskę do wody i osobną miskę do jedzenia.
podręczna apteczka - warto ją mieć na wypadek ewentualnego skaleczenia lub innych problemów. Przydadzą się w niej takie rzeczy jak octanisept, jałowy opatrunek, bandaż, przyrząd do usuwania kleszczy.
leki - jeżeli pies podlega jakiemuś leczeniu
zapas woreczków - oczywiście do sprzątania po swoim pupilu. W czasie podróży warto mieć przy sobie też chusteczki lub ręcznik, zwłaszcza jeżeli nasz pies cierpi na chorobę lokomocyjną lub stresuje się podczas podróży co często kończy się intensywnym ślinieniem lub wymiotami.
chusteczki do przemywania łap, oczu, nosa - przydatne zwłaszcza jeżeli psu często ropieją oczy.
smaczki, nerki, linka treningowa - w razie gdybyśmy chcieli podczas wyjazdu trochę z psem potrenować
ulubioną zabawkę psa - ewentualnie kilka ulubionych zabawek psa pomoże mu to zaklimatyzować się w nowym miejscu.
ulubiony kocyk, legowisko lub psią poduszkę - dobrze, żeby pies miał swoje miejsce, wtedy poczuje się nie tylko pewniej, ale i bezpieczniej.
kontakt do najbliższej kliniki weterynaryjnej - na wypadek, gdyby psu potrzebna była pomoc lekarza. Zaoszczędzi to wielu nerwów i błądzenia po omacku.
środki higieny psa - pasta do zębów, jeżeli pies ma problemy z uzębieniem i niezbędne jest jego szczotkowanie. Ja zawsze zabieram cążki do pazurów, na wypadek, gdyby pies sobie zadarł jakiś paznokieć i trzeba by go było przyciąć.
spokój, dużo spokoju - spokojny i opanowany opiekun to przede wszystkim spokojny pies. Zmiana miejsca zawsze jest dla psa związana ze stresem, niepewnością, milionami nowych bodźców. Nie jest to komfortowe dla psa. Zachowaj spokój, a i pies poczuje się bezpiecznie.
Osobiście uważam, że kaganie powinien mieć każdy posiadacz psa. Pomimo iż większości ludzi kojarzą się one z brakiem wygody, męczeniem psa oraz co ważniejsze z jego zniewoleniem wcale nie jest to prawdą o ile oczywiście wybierzemy model funkcjonalny i bezpieczny. Prawidłowo dobrany kaganiec będzie pozostawiał psu pewną swobodę, zabezpieczając mu podstawowe potrzeby jaki jest chociażby dyszenie czy otwieranie pyska.
Choć polskie ustawodawstwo nakazuje zakładanie psu kagańca tylko w komunikacji miejskiej to niektóre gminy czy miasta obligują właścicieli czworonogów do wyprowadzania ich na smyczach oraz w kagańcach również poza środkami transportu publicznego. Kaganiec może okazać się też bardzo przydatny u lekarza weterynarii zwłaszcza w przypadku psów agresywnych czy nadpobudliwych. Zapobiegnie on ewentualnym pogryzieniom oraz późniejszym nieprzyjemnością.
Kaganiec jest więc istotny dla bezpieczeństwa, zwłaszcza jeśli podczas spaceru pies wyrywa się,żeby spróbować przysmaków pozostawionych gdzieś na poboczu. O tym jak wybrać ten właściwy dowiecie się z poniższego tekstu.
Rodzaje kagańców
Kaganiec metalowy
Jest to jeden z najczęściej wybieranych modeli kagańca choć jego popularność ostatnio spada na rzecz kagańców fizjologicznych. Prawidłowo dobrany kaganiec metalowy jest wygodny dla psa. Metal po nagrzaniu można w pewnym stopniu kształtować, a to zdecydowanie ułatwia dopasowanie kagańca do kufy. Dobrze dobrany kaganiec metalowy zdecydowanie poprawia komfort psa. Przód kagańca powinien być oddalony od psiego nosa conajmniej o 1 cm.
Zalety :
Ten model kagańca pozwala psu swobodnie pić wodę, oddychać, oraz otwierać kufę co jest istotne zwłaszcza podczas upałów. Dodatkowym atutem jest fakt, że kaganiec łatwo jest utrzymać w czystości.
Wady :
Kaganiec metalowy jest dość ciężki, dlatego zdecydowanie nie nadaje się dla psów małych ras. Natomiast zimą druty kagańca stają się zimne i mogą prowadzić do odmrożeń.Często przymarza do niego nie tylko śnieg, ale i psu język. Podobnie zresztą jest w lecie podczas upału metal lubi się niestety solidnie nagrzać. Jeżeli decydujecie się na kaganiec metalowy warto zainwestować nieco większą sumę pieniędzy, ponieważ niektóre tańsze modele kagańców rdzewieją po kontakcie z wodą.
Przeznaczenie : Dla psów średnich i dużych oraz dla psów ras uznawanych za agresywne. Nie polecam tego typu kagańca dla psów nadpobudliwych, ponieważ znam przypadki, gdzie pies potrafił tak długo uderzać tym kagańcem innego przedstawiciela swojego gatunku, aż tamten stracił przytomność. Poza tym musimy mieć na uwadze fakt, że pies z przysłowiowym ADHD może nas nim po prostu poobijać.
Kaganiec skórzany :
W tej grupie kagańców wyróżniamy :
klasyczny kaganiec (nitowany/gwoździowany) - którego gryf najczęściej składa się z połączonych skórzanych pasków umożliwiających psu swobodne oddychanie oraz ziewanie. Kaganiec posiada regulowany pas czołowym który znacznie utrudnia psu zdjęcie tego modelu. Kaganiec jest uniwersalny. Taki kaganiec absolutnie nie powinien opinać pyska psa ponieważ powoduje to znaczny dyskomfort i uniemożliwia psu swobodne ziajanie.
zabudowany - z pełny zabudowanym gryfem. Mocny kaganiec ze skóry przeznaczony jest dla psów pracujących w służbach, obronie i w szkoleniach. Kaganiec wzmocniony mocną stalową wkładką, wykonany z wysokiej jakości skóry, wytrzymały. Pies nie jest skrępowany i może swobodnie otwierać pysk. Otwory na całej powierzchni kagańca oraz dodatkowe przy nosie umożliwiają pełną wentylację.
Kaganiec skórzany jest lekki, a dobrze dobrany umożliwia psu swobodne oddychanie i otwieranie pyska. Uderzenia takim kagańcem są zdecydowanie mniej bolesne niż kagańcem metalowym.
Wady :
Podstawowym minusem tego typu kagańca jest jego nietrwałość. Nawet najlepiej zaimpregnowana skóra niszczy się z czasem. Kaganiec skórzany jest stosunkowo drogi oraz ciężki w utrzymaniu czystości.
Przeznaczenie : Dla psów średnich i dużych oraz dla psów ras uznawanych za agresywne.
Kaganiec weterynaryjny (materiałowy)
Jak wskazuje nazwa kaganiec jest przeznaczony do używania w sytuacjach związanych z wizytą lub opieką weterynaryjną. Kaganiec materiałowy całkowicie zamyka kufę psa, uniemożliwiając mu nawet lekkie jej otwarcie. Jeżeli natomiast popuścimy lekko rzep bądź klamrę mocującą to przestaje on spełniać swoją podstawową funkcję, nie chroni, ani przed ugryzieniem, ani przed zbieraniem odpadków z ziemi.
Zalety :
Kaganiec jest nie tylko lekki, ale i tani. Co z pewnością przyczyniło się do jego olbrzymiej popularności.
Wady :
Biorąc pod uwagę fakt, że pies chłodzi swój organizm poprzez otwarcie pyska i zianie to zakładanie kagańca, który mu to uniemożliwia, gdy na zewnątrz jest gorąco uważam za czyste okrucieństwo.
Przeznaczenie : do stosowania okazjonalnego, np. podczas wizyty u weterynarza.
Kaganiec z tworzywa sztucznego :
Kaganiec wykonany jest z plastiku czasami bywa nitowany. Budową przypomina trochę kagańce metalowe, dla których stanowi alternatywę. Zdecydowanie wygodniejszy niż kaganiec materiałowy/weterynaryjny.
Zalety :
Stosunkowo niska cena. Kaganiec jest lekki, elastyczny, łatwy w utrzymaniu czystości. W przeciwieństwie do kagańca metalowego nie reaguje, ani na niską temperaturę, ani na wysoką temperaturę.
Wady :
Jest mniej trwały niż kagańce metalowe z czasem może się przecierać i niszczyć. Kupując taki kaganiec należy zwrócić szczególną uwagę na element do którego są przymocowane paski. Powinien być wykonany solidnie.
Przeznaczenie : Dla psów małych i średnich. Kaganiec dobrze sprawdza dla psów łagodnych.
Kaganiec silikonowy :
Ostatnio wśród właścicieli małych psów coraz większą popularność zdobywa kaganiec silikonowy, który wyglądem przypomina kaczy dziób. Moim zdaniem tego kagańca w ogóle nie powinno się używać. Producent twierdzi, że kaganiec zapobiega rozlizywaniu ran pooperacyjnych u psa, moim zdaniem lepszy jest kołnierz ortopedyczny lub specjalne pooperacyjne ubranko. Kaganiec nie tylko uniemożliwia psu ziewanie, ale i szczekanie.
Zalety :
Kaganiec jest lekki. Uniemożliwia psu jedzenie odpadków czy zapobiega pogryzieniu.
Wady :
Kaganiec uniemożliwia psu nie tylko komunikację, ale i zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych jakimi jest chociażby chłodzenie organizmu. Zakładanie tego kagańca jest zwyczajnym okrucieństwem.
Przeznaczenie : Producent zaleca je dla małych psów. Moim zdaniem nie są one dobre dla żadnego czworonoga.
Kaganiec fizjologiczny :
Ten model kagańca jest zdecydowanie najwygodniejszy. Jak sugeruje jego nazwa jego budowa jest zgodna z fizjologią psa. Ten rodzaj kagańca zapewnia psu maksymalną wygodę. Po lekkim nagrzaniu można go indywidualnie dopasować do kufy psa.
Zalety :
Pozwala psu na swobodne otwieranie pyska, ziajanie czy szczekanie. Są produkowane dla każdej rasy uwzględniając jej anatomię dzięki czemu można dobrać go do każdego psa.
Wady :
Jedyną wadą tego typu kagańca może być jego waga. Jest cięższy niż kaganiec z tworzywa sztucznego, ale jest za to od niego trwalszy.
Przeznaczenie : Dla każdego rodzaju psa
Kaganiec uzdowy (halti, kantarek, halter) :
To rodzaj obroży uzdowej, niesłusznie nazywanej kagańcem, głównie ze względu na to, że w żadnym stopniu nie grozi ona przed ugryzieniem, czy też zbieraniem odpadków z ziemi. Zdaniem obroży uzdowej jest uniemożliwienie psu ciągnięcia na smyczy. Jak można zauważyć na zdjęciu kantar składa się z dwóch taśm, z których jedna przechodzi za uszami, a druga okala kufę psa. Pod pyskiem psa znajduje się metalowy ring do którego przypinamy smycz. W momencie, gdy pies zaczyna ciągnąć na smyczy kantar powoduje skręcenie psiej głowy w stronę właściciela co skutecznie uniemożliwia psu ciągnięcie. Kantar wbrew powszechnej opinii nie uczy psa chodzenia przy nodze, a jedynie uniemożliwia mu ciągnięcie. Jeżeli tylko ściągniemy kantar pies natychmiast wraca do swoich nawyków. Z oczywistych względów kantara nie należy używać w połączeniu ze smyczą automatyczną.Gdyby pies z kantarem rozpędził się na takiej smycz to w momencie nagłego zatrzymania spowodowanego szarpnięciem może spowodować bardzo poważne urazy odcinka szyjnego kręgosłupa.
Na co zwrócić uwagę ?
Przede wszystkim na sposób wykonania kagańca, który wpływa nie tylko na jego trwałość, ale i funkcjonalność. Biorąc pod uwagę wszystkie dostępne modele w każdym z nich istotne jest coś innego, i tak :
wybierając kaganiec metalowy, należy upewnić się, że jest on zabezpieczony przed rdzewieniem odpowiednią powłokę. Istotnym jest, żeby posiadał filcowo-skórzany pasek, który będzie chronił kufę psa przed kontaktem z metalem.
wybierając kaganiec skórzany, należy sprawdzić jak połączone są ze sobą poszczególne elementy oraz czy nitowania lub gwoździowania są trwałe. Najtrwalsze są te kagańce, które są nitowane ręcznie.
wybierając kaganiec weterynaryjny, upewnij się, że z jednej strony ma on siatkę, która umożliwia psu wentylację organizmu.
wybierając kaganiec z tworzywa sztucznego, sprawdź połączenie gryfu kagańca z paskami mocującymi.
wybierając kaganiec fizjologiczny, wybierz taki, który pokryty jest gumą lub gumoplastikiem, który nie tylko chroni kufę psa przed odmrożeniem na skutek kontaktu z zimnym metalem, ale i w pewnym stopniu amortyzuje ewentualne uderzenia, co jest istotne zwłaszcza w kontakcie z psem nadpobudliwym.
Z doświadczenia wiem, że mocowanie kagańca jest bardzo istotne. Niektóre kagańce jak np. kaganiec fizjologiczny Chopo czy kaganiec weterynaryjny są mocowana za pomocą jednego paska zapinanego za uszami. Kagańce skórzane posiadają 2, a czasami nawet 3 paski połączone obrożą. Właścicielom niesfornych psów, które bez problemu zdejmują kagańce z jednym paskiem mocującym polecam kagańce z kilkoma takimi paskami.
Jeżeli szukasz kagańca, który możesz zdjąć jednym ruchem ręki, np. na trening wybierz taki z jednym paskiem mocującym.
Jak dopasować odpowiedni rozmiar kagańca ?
Dopasowanie właściwego rozmiaru nie jest rzeczą łatwą, ale niewątpliwie konieczną. Właściwie dobrany rozmiar gwarantuje psu nie tylko wygodę, ale i komfort.
Ułatwione zadanie mają tutaj właściciele psów rasowych, dla których producenci wprowadzają systemy rozmiarowe. Czasami nawet podają rasę psa dla, którego przewidziano dany rozmiar kagańca.
Podstawą dopasowania rozmiaru kagańca do kufy danego psa jest niewątpliwie jej odpowiednie wymierzenie. Najistotniejsze są jednak dwa z nich :
Obwód kufy - mierzony zawsze w najszerszym miejscu, które znajduje się mniej więcej 0,5 - 1,5 cm od oczu psa. Do szerokości jaka nam wyszła dodajemy od 1 - 2,5 cm. Dzięki czemu pies będzie mógł swobodnie ziajać.
Długość kufy - należy zmierzyć odległość znajdującą się pomiędzy czubkiem nosa, a punktem między oczami psa (nasady pyska).
Po wybraniu kagańca upewnij się, że :
Nos psa nie dotyka kagańca, powinien znajdować się od niego w odległości przynajmniej 1 cm,
paski utrzymują kaganiec psa, ale nie powodują nadmiernego ucisku (np. kaganiec nie nachodzi na oczy psa),
między kufą, a kagańcem jest taka odległość która umożliwia mu otwarcie pyska,
między oczami, a nasadą kagańca odległość wynosi 1 - 2 cm jest to istotne, jeżeli nie chcemy, żeby kaganiec zasłaniał psu pole widzenia,
Cena kagańca uzależniona jest od materiału z jakiego został on stworzony oraz od wielkości psa. Najtańsze są kagańce nylonowe, ortalionowe, a najdroższe są kagańce skórzane oraz metalowe.
Jednak należy liczyć się z tym, że obowiązkiem każdego właściciela jest zakup odpowiedniego kagańca. W niektórych miejscach, tj. komunikacja miejska można za brak kagańca zapłacić grzywnę czy warto ? Chyba lepiej te pieniądze przeznaczyć na inny cel.
Niedawno przekonałam się, że znalezienie jakichkolwiek muszek czy bandamek dla dużych psów często graniczy z cudem. Z reguły jeżeli udawało mi się już coś znaleźć to zwyczajnie mnie to nie powalało. Szukałam więc dalej, aż pewnego dnia znalazłam bardzo ładne bandamki firmy Peleo. Postanowiłam zaryzykować i zakupić jedną z oferowanych przez nich bandamek.
Charakterystyka produktu
Apaszki wykonane są z bawełnianej, wzorzystej tkaniny. Każda apaszka posiada regulację obwodu szyi, dzięki czemu łatwo dopasować ją do każdego zwierzęcia. Produkt występuje w 7 rozmiarach. dostępne są bandamki o obwodzie od 18 cm, aż do 90 cm. Cena za apaszkę w rozmiarze 6 zapłaciłam 22 zł plus koszty przesyłki.
Tak w trzech słowach mogłabym opisać transakcję z firmą Pariso, w której zakupiłam saszetkę treningową. Poniżej znajdziecie link do sklepu http://www.pariso.pl/ Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad zakupem nowej nerki na treningi z Demonem. Niestety przy niektórych produktach odrzucała mnie albo cena, albo pojemność, albo wygląd. Te, które dotychczas zamawiałam w sklepach zwierzęcych niestety po czasie zawsze rozkładały się na części pierwsze, a ja znowu musiałam poszukiwać kolejnej. Tym razem zdecydowałam się na zakup nerki, która nie jest zaprojektowana specjalnie dla zwierząt.
Charakterystyka produktu
Saszetka biodrowa na pasek, regulowana długość w pasie do 120 cm (na osobach bardzo szczupłych może lekko wisieć). Wymiary saszetki to 25 cm x 10 cm x 7 cm. Uszyta z materiału Codura, który jest bardzo wytrzymały. Nerka wyposażona w 2 komory zasuwane na zamek, pasek z regulacją długości. Przód, tył, dół i góra wewnątrz saszetki obszyta pianką zabezpieczającą. Klamra wykonana z wysokiej jakości twardego plastiku.Wygodna regulacja długości paska. Saszetka nie należy do największych, ale bez problemu pomieści telefon, smaczki, dokumenty gotówkę i piłkę dla psa. Nerka wyposażona jest w dwie komory zasuwane na zamek. Idealna na rower, jogging , rolki, wycieczkę czy treningi z pupilem. Warto zachować paragon, ponieważ sklep udziela 24 miesięcznej gwarancji na swój produkt.
Cena saszetki to 24,00 zł, koszt przesyłki kurierem przy przedpłacie to 13 zł. Zdecydowanie warta swojej ceny.
Saszetka z Biedronki
Saszetkę kupiłam będąc zupełnie przypadkiem w jednej z osiedlowych biedronek. Jest nieco większa od saszetki z Pariso, ale za to jest od niej cieńsza i wykonana z materiału gorszej jakości niż saszetka zamówiona za pośrednictwem sklepu internetowego.
Charakterystyka produktu
Saszetka biodrowa na pasek z regulowaną długością w pasie. Wymiary saszetki to 26 cm x 16 cm x 5 cm. Uszyta z poliestru. Nerka wyposażona w 3 komory zasuwane na zamek. Duża kieszeń saszetki spokojnie pomieści telefon, klucze, dokumenty, pieniądze oraz inne potrzebne akcesoria. Klamra wykonana z wysokiej jakości twardego plastiku. Wygodna regulacja długości paska. Nerka wyposażona jest w trzy komory zasuwane na zamek. Idealna na rower, jogging, rolki, wycieczkę czy treningi z pupilem.