Rottweiler

Rottweiler

niedziela, 12 czerwca 2016

Open boksy - czyli o tym jak wpadłam w szał zakupów


Ostatnio Pan Demona stwierdził, że mam mu coś wybrać, a on mu to kupi. Dwa razy nie musiał powtarzać, bo niemal od razu zaczęłam wyszukiwanie rzeczy, które mogłabym kupić Demonowi. Oczywiście skoro część rzeczy dostał od Pana to dlaczego nie miałabym mu kupić czegoś od siebie ? Tak więc wyszukałam to co mnie interesuje i zaczęłam składanie zamówień. Na pierwszy ogień poszły adresówki z firmy DREAMID, ponieważ chciałam mieć adresówkę przy każdej obroży, tak profilaktycznie na wszelki wypadek. Gdyby, np. zerwała się smycz, gdyby wypadła mi z ręki lub stało się cokolwiek innego co spowodowało by, że mój pies oddaliłby się ode mnie. Chciałabym, żeby osoba, która go znajdzie wiedziała co zrobić i gdzie zadzwonić. Zamówienie przyszło prawie dokładnie takie jak chciałam, poza oczywiście jedną adresówką, która miała kształt inny niż wskazany w moim zamówieniu. Poza tym muszę przyznać, że firma działa dość sprawnie, ponieważ po 3 dniach od momentu zakupu towar miałam u siebie w domu. 




Na drugi ogień poszła firma HANAMA, w  której kupiłam Demonowi kaganiec fizjologiczny (CHOPO). Ten rodzaj kagańca poleciła nam Pani doktor Beata Degórska podczas rutynowej kontroli. Powiedziała, że jest to kaganiec, w którym pies może za równo ziewać, pić, pływać bez żadnych ograniczeń. Jeszcze wtedy nie wiedziałam jak taki kaganiec wygląda, ani nawet, że istnieje. Dlatego Pani doktor uprzedziła, żebym nie przerażała się jego wielkością i że zaraz mi taki kaganiec przyniesie. Kiedy go zobaczyłam pomyślałam sobie ''o matko jaki on jest wielki'', ale po powrocie do domu, powoli zaczęłam przymierzać się do kupna. Powoli zaczęłam zagłębiać się w ten temat i kiedy przyszedł czas zakupów postanowiłam, że go kupię. Chciałam, żeby w trakcie wakacji pies mógł normalnie dyszeć i chłodzić się podczas upałów. Podobnie jak poprzednia przesyłka i ta przyszła do mnie w błyskawicznym tempie. Kaganiec na Demona jest trochę za duży, ale dlatego, że kupiłam go już na dorosłego rottweilera, a nie na ciągle jeszcze rosnącego szczeniaka. 







Ponieważ chwilowo z jedzenia naturalnego musiałam przerzucić Demona na suchą karmę postanowiłam, że zakupię mu specjalny pojemnik do przechowywania kulek, żeby te nie wietrzały. Znowu zaczęłam więc poszukiwania, nie ukrywam, że wybrałam taki, który jest nie tyko praktyczny, ale i estetycznie wykonany, czyli pojemnik firmy CURVER,  kupiony w firmie BGS POLAND S.A. Dostawa podobnie jak w dwóch poprzednich firmach była nie tylko sprawna, ale i szybka. 










Poza adresówkami, kagańcem oraz pojemnikiem na karmę postanowiłam zamówić też obrożę PatentoPet z wbudowaną smyczą, nową plecioną smycz, piłkę oraz karmę mokrą. Zamówienia dokonałam w sklepie PUPILAND, który w ramach gratisu przesłał też psie smaczki. Demonowi z całego zamówienia najbardziej spodobała się karma mokra i piłka, reszta natomiast nie zrobiła na nim jakiegoś wielkiego wrażenia. Ciasteczka, które Demon dostał w prezencie wyraźnie mu nie zasmakowały. 














Na ostatnią paczkę, w której między innymi jest pasta do zębów oraz mata chłodząca nadal czekamy. Mam nadzieję, że mata okaże się strzałem w dziesiątkę i pies będzie mógł się chłodzić w upalne dni. 

piątek, 10 czerwca 2016

Szukanie dziury w całym czyli szybka instrukcja jak z niczego zrobić problem


Cierpliwość ...

Właściciele rottweilerów muszą wykazywać się wielką cierpliwością jednak nie do swoich psów, a do innych ludzi. Niejednokrotnie doświadczyłam sytuacji kiedy to właściciele niesfornych ''maltańczyków'', ''yorków'' czy ''shi tzu'' za 300 zł zachowywali się w sposób więcej niż niedorzeczny. Osoby takie powinny być pod stałą obserwacją psychiatryczną i nie mówię tutaj o wszystkich właścicielach małych psów, ale o tej przeważającej części. Mówię, a raczej piszę o osobach, które mają pewnego rodzaju zaburzenia świadomości, mówię o osobach, które pozbawione są umiejętności logicznego myślenia oraz o takich, którym się wydaje, że są epicentrum wszechświata. Jak dla mnie są co najwyżej wrzodem na tyłku, ale jest to oczywiście moja opinia.





Kiedyś będąc nad jeziorem spotkałam psa pokroju maltańczyka biegającego luzem i zbliżającego się do mojego psa, któremu poluźniłam smycz, żeby nie napinać jego mięśni i nie prowokować go do ataku czy zachowań agresywnych. Pańcia maltańczyka oczywiście miała pretensje, że jak ja mogę poluźniać smycz, że ona prosi, żeby tego nie robić więc krótko, zwięźle i trochę bezczelnie odparłam, że ''sorry, ale mój pies jest na smyczy, a jej biega luzem więc to ona swego musi pilnować'' po czym obrażona pańcia podreptała za swoimi 300 zł. Odkąd mam Demona poznałam wielu wspaniałych ludzi, głównie miłośników rasy, ale jednocześnie dla równowagi opadłam w wiele rożnych konfliktów, mniejszych lub większych w zależności od tego jak bardzo ktoś mnie zdenerwował. Innym razem wchodząc na teren swojego bloku stanął za mną facet, Demon intuicyjnie usiadł obok mnie i zaczął faceta obserwować. Nie wyrywał się, ani nie szarpał w jego stronę po prostu siedział, ale oczywiście facetowi się to nie podobało, a przecież nie musiał stać tak blisko kiedy wbijałam kod do bramy. Zaczął zwracać się do mnie w mało uprzejmy sposób dlatego odpowiedziałam na jego zaczepi równie miło. 
Jeszcze innym razem byłam z Demonem, Agą i jej psem na jej osiedlu, a ponieważ Aga chciała wejść do apteki, żeby coś kupić zapytała się czy dam sobie radę z dwoma psami, zaśmiałam się i powiedziałam, że jakoś sobie poradzę. Psy na smyczach leżały w prawdzie blisko wejścia, ale zupełnie nie interesowały się osobami, które wchodziły czy wychodziły do apteki, były zajęte tylko sobą więc nie musiałam ich specjalnie pilnować. W pewnym momencie wyszła z apteki jakaś babcia i uwierzcie mi, że na tamtym osiedlu to nic nowego ponieważ ludzie po 70 - tce stanowią tam jakieś 90 % populacji. Babcia spojrzała na Demona, który na nią nawet nie zerknął i  stanęła jak wryta powtarzając w kółko ''o Boże, o Boże'' na co nieco złośliwie odparłam ''To nie Bóg to Demon''. Mina babci bezcenna. 


Piękny niewymuszony uśmiech jak u akwizytora XD


Wielokrotnie słyszałam, że jak Demon urośnie to nie dam rady go utrzymać mimo, że  jak do tej pory  nigdy nie miałam z tym nawet najmniejszego problemu, no ale wiadomo, że ONI wiedzą lepiej. 
Nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy zdarzało mi się usłyszeć, że ten pies na pewno mnie zje, mniej więcej jak będzie miał 3 lata bo waśnie wtedy czaszka rottweilerów przestaje rosnąć, a mózg robi to nadal i przez to są zmiany w mózgu po których w psie uaktywnia się gen mordercy. Ostatnio usłyszałam rozmowę dwóch dziewczyn, które po minięciu mnie i Demona zaczęły dość burzliwą dyskusję o rottweilerach, szło to mniej więcej tak : 

L 1 : Rottweilery to fajne psy
L 2 : Niby fajne, ale po 3 latach duszą właścicieli

Dalej nie słuchałam bo po tym jednym zdaniu witki mi opadły, a takich bzdur dziennie słyszę wiele, zbyt wiele. Wielokrotnie na widok mój i Demona ludzie schodzą nam z drogi, początkowo trochę mnie to denerwowało, ale teraz cieszę się z większej przestrzeni osobistej :) 
Wiele razy słyszałam też,  że mój pies na pewno zje innego bo tamten jest mały. Taaa na pewno zje go z kagańcem zapiętym na psyku, bo przecież jest mordercą, a mordercy zjadają małe biedne pieski.




Dzisiaj dla odmiany wracając z Niszczycielem, zauważyłam sąsiada, na którego Demon zaczął szczekać więc od razu zaczął komentować, że niedługo to go nie utrzymam. Nie bardzo rozumiem związek między zwykłym szczekaniem, a problemem z utrzymaniem psa, którego zresztą nigdy nie miałam. Odparłam, ''że potrafię go utrzymać'', a ten znowu swoje ''że go nie utrzymam, że go nie utrzymam'' i tak w kółko odpowiedziałam, że wiem lepiej i że nie zamierzam dyskutować z kimś kto takiego psa nie miał kierując tym samym swoje kroki do klatki. Oczywiście facet nie dawał za wygraną i skoro nie dałam sobie powiedzieć, że przecież nie dam rady utrzymać mojego psa to trzeba było zaatakować inaczej. Facet zaczął dyskutować, że mam uważać jak sprzątam balkon bo na dole jest pełno sierści i pewnie też sików, chociaż nigdy nie zmiatam sierści poza balkon, a ładnie zgarniam ją na szufelkę i wyrzucam do kosza. Nigdy też mój pies nie załatwia się w domu, ani tym bardziej na terenie bloku bo przecież nie po to płacę spółdzielni bajońskie kwoty, żeby żyć w brudzie. No, ale facet wie lepiej. Ciekawe, że liście, igliwie i pyłki, które zapychają mu kratkę odpływową jakoś nie robią na nim wrażenia, ale jak się nie ma powodu do kłótni to zawsze można sobie jakiś wymyślić. 




Przeciętnego właściciela rottweilera takie sytuacje, głupie komentarze oraz przytyki spotykają kilka razy dziennie. Zdarzają się dni, kiedy jest spokojnie, zdarzają się nawet takie kiedy spotka się jakiegoś sympatyka rasy i wtedy jest miło, ale przeważająca większość to ludzie głupi, którzy wzbudzają moją agresję. Nie zamierzam jednak rezygnować z tej rasy tylko dla świętego spokoju i uznania ludzi, którzy tak naprawdę mnie nie obchodzą. 

A jakie są Wasze doświadczenia i historie ?

Spacer nad Kanałem, a Barszcz Sosnowskiego


Wysypisko przy terenie rekreacyjnym 

Ponieważ ostatnio miałam sporo  na głowie oraz dwa wtedy już rozpoczęte posty, to reszta musiała po prostu zaczekać na chwilę wolnego czasu, ale jak to zwykle bywa, gdy ta chwila nadeszła to wena odpłynęła na dobre. Tak więc post o niezbyt przyjemnej woni rozkładających się śmieci i Barszczu Sosnowskiego pojawia się dopiero teraz chociaż od owego spaceru minęło już kilka dni. W weekend postanowiliśmy razem z partnerem zabrać Demona nad Kanał, żeby powęszył w nieco innym miejscu, chcieliśmy dostarczyć mu innych niż zwykle bodźców. Przechadzając się nad Kanałem Bydgoskim po pokonaniu mniej więcej połowy trasy poczuliśmy straszliwy smród początkowo sądziliśmy, że zapach pochodzi z wody, która najwyraźniej jest strasznie zanieczyszczona. Postanowiliśmy więc przyspieszyć i przejść na drugą stronę, tam gdzie zaczynają się łąki. Jednak po drugiej stronie Kanału niezbyt przyjemna woń zaczęła nasilać się jeszcze bardziej. Okazało się, że przyczyną niezbyt przyjemnego zapachu nie jest woda, a kupa rozkładających się śmieci znajdująca się na terenie jednej z firm położonych zaraz za terenem zielonym. Nie wiem, kto zezwolił na składowanie ich w taki sposób i w miejscu położonym przy terenach rekreacyjnych, ale moim zdaniem powinien mocno popukać się w czoło. Równie dobrze takie wysypisko można by zorganizować na Wyspie Młyńskiej lub np. na Starym Rynku. 






































Barszcz Sosnowskiego 

Wracając do domu przy Kanale zauważyliśmy roślinę, którą początkowo mylnie wzięliśmy za Barszcz Sosnowskiego. Zaniepokojeni postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć, żeby przesłać je później do Wydziału. Barszcz Sosnowskiego, czyli tak zwana "zemsta Stalina", to roślina, która jest bardzo niebezpieczna dla ludzi, a zwłaszcza dzieci i osób starszych. Kontakt z rośliną powoduje oparzenia skóry nawet III stopnia, ich następstwem są pęcherze ropne gojące się nawet przez kilka lat, a w skrajnych przypadkach również śmierć.


Barszcz Sosnowskiego


Barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi Manden) to inwazyjny chwast z rodziny selerowatych (Apiaceae). Do Polski został sprowadzony z Kaukazu pod koniec lat 50 XX wieku. Roślina była uprawiana na wielką skalę aż do lat 70 XX wieku. Początkowo miał służyć jako pasza dla bydła, jednak z powodu problemów związanych z uprawą oraz zbiorem zaczęto masowo porzucać jego uprawy. Barszcz Sosnowskiego często rośnie w pobliżu, a nawet w tych samych skupiskach co Barszcz Olbrzymi (Mantegayjski), który oczywiście jest równie niebezpieczny jak zemsta Stalina. Barszcz Sosnowskiego jest objęty prawnym zakazem uprawy, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski.



Wygląd 

Barszcz Sosnowskiego przypomina nieco wyrośnięty koper, ale jest od niego o wiele wyższy, ponieważ osiąga nawet 4 metry wysokości. Zemsta Stalina ma bruzdowaną łodygę, o średnicy około 10 cm, wewnątrz pusta, rzadko owłosiona, zielona  na górze, a na dole pokryta purpurowymi plamkami. 


Barszcz Sosnowskiego - Liście


Jego liście są duże oraz szerokie o średnicy od 120 cm -  do 160 cm. Kwiaty zebrane są w gęsty i duży baldach o średnicy nawet do 50 cm, baldach składa się z 30 - 75 baldaszków wyrastających na krótko owłosionych promieniach. Kielich jest drobny, pięcioząbkowy. Korona natomiast składa się z 5 białych płatków osiągających 10 mm długości. 


dolna część łodygo barszczu 

Nasada baldachu


Młody baldaszek z rozwijającymi się kwiatami


Niebezpieczne substancje 

Zagrożenie dla zdrowia oraz życia ludzi stanowią występujące w soku oraz w wydzielinie włosków gruczołowych barszczu furanokumaryny. Związki te w obecności promieni UVA i UVB, które występują w świetle słonecznym, wiążą się z DNA komórek skóry i powodują oparzenia II oraz III stopnia. Siłę takiego oparzenia można porównać do polania się wrzątkiem. Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Słupsku podaje, że odkryto również działanie rakotwórcze i teratogenne, czyli powodujące wady płodu niektórych furanokumaryn wytwarzanych przez ten gatunek rośliny. Barszcz Sosnowskiego jest najbardziej niebezpieczny w okresie kwitnienia oraz owocowania, ponieważ wtedy odnotowuje się bardzo wysoką temperaturę powietrza, co prowadzi do tego, że związki furanokumarynowe wydostają się z barszczu w postaci oprysków i osadzają się na skórze osób przebywających w jego pobliżu. Właśnie w tym okresie nawet pośredni kontakt z rośliną jest bardzo niebezpieczny. 




Występowanie 

Barszcz to roślina silnie i szybko rozprzestrzeniająca się na terenie, a nasz klimat bardzo mu odpowiada. Zemsta Stalina rośnie głównie w miejscach nieużytkowanych przez człowieka, tj. jak odłogi, łąki, pobocza dróg. Bardzo często barszcz rośnie wzdłuż brzegów rzek, jezior, na polach uprawnych, pastwiskach, w ogrodach, a nawet w parkach. Według ostatnich doniesień barszcz coraz częściej można również spotkać w lasach olchowych oraz łęgowych. 





Zasady bezpieczeństwa 

Należy unikać bezpośredniego kontaktu z tą rośliną, a w okresie kwitnienia oraz owocowania również pośredniego. W razie zaistnienia bezwzględnej konieczności należy chronić skórę, ubierając się szczelnie, w strój z materiałów syntetycznych, wodoodpornych, w tym rękawice z długimi rękawami. Materiały z włókien naturalnych takich jak bawełna czy len wchłaniają sok i są penetrowane przez włoski roślin.  Bezwzględnie  należy chronić  oczy, zakładając gogle, ewentualnie okulary. Jeżeli doszło do kontaktu z rośliną, należy niezwłocznie i dokładnie obmyć skórę wodą z mydłem oraz unikać ekspozycji podrażnionych miejsc na światło słoneczne przynajmniej przez 48 godzin. W przypadku kontaktu soku roślin z oczami, należy dokładnie przemyć je wodą oraz chronić przed światłem najlepiej nosząc okulary z filtrem chroniącym przed ultrafioletem. Jeśli doszło do podrażnienia skóry, objawy zapalne zmniejsza zastosowanie miejscowo maści kremów kortykosteroidowych, a w przypadku bardzo dużego poparzenia i pogorszenia stanu zdrowia należy udać się do lekarza. 

Arcydzięgiel 

Arcydzięgiel, nazywany też litworem, od 2014 roku objęty jest w Polsce ochroną. Arcydzięgiel (Angelica archangelica L., Archangelica officinalis Hoffm.) – to gatunek rośliny z rodziny selerowatych. Ma wiele nazw zwyczajowych i ludowych: angelika, dzięgiel lekarski, dzięgiel wielki, anielskie ziele, archangielski korzeń, anielski korzeń. Występuje w stanie dzikim w górzystych i wilgotnych terenach Europy i Azji. W Polsce podgatunek typowy rośnie w Sudetach i Karpatach, podgatunek nadbrzeżny występuje w pasie wybrzeża i dolinach rzek. Jest to gatunek rodzimy. Osiąga wysokość do 2,5 metra, a gatunek nadbrzeżny nawet do 3 metrów. 




Arcydzięgiel jest szeroko stosowany w zielarstwie, a olejki uzyskane z tej rośliny mają działanie rozkurczowe, antyseptyczne, a nawet uspokajające. Korzeń arcydzięgla stosuje się między innymi w stanach skurczowych przewodu pokarmowego, dolegliwościach trawiennych czy braku apetytu. Wykorzystywany jest również do nacierania przy nerwobólach oraz bólach reumatycznych.




Jak rozróżnić Barszcz od Arcydzięgla ?

Przede wszytskim szkodliwy barszcz posiada małe, wystające włoski, które są wszędzie, najczęściej jednak możemy je zobaczyć na ogonkach liści oraz łodydze. To na nich właśnie gromadzi się szkodliwa substancja, która wchodzi w reakcję ze słońcem i powoduje poparzenia. Obie rośliny różnią się również kwiatostanem. - Arcydzięgli są skupione w kule, barszczu są bardziej rozłożyste. Poza tym Arcydzięgiel rośnie raczej samotnie, a Barszcz Sosnowskiego rośnie w skupiskach. Jeżeli nie mamy pewności na jaką roślinę trafiliśmy, nie niszczmy jej bezmyślnie tylko zadzwońmy po straż miejską lub do odpowiedniego wydziału. Zawsze możemy też zrobić zdjęcia i przesłać je do urzędu Miasta, który zweryfikuje czy natrafiliśmy na roślinę leczniczą czy trującą. 

Gdzie zgłosić występowanie Barszczu Sosnowskiego 

Możemy nasze obawy zgłosić Straży Miejskiej lub do Wydziału Zarządzania Kryzysowego w danym mieście. W Bydgoszczy Barszcz pojawił się między innymi na działkach ROD w pobliżu ul. Toruńskiej oraz na obrzeżach Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku. 

Na koniec spaceru Demon nie miał już najmniejszej ochoty przebierać łapami i po prostu położył się na środku drogi, żeby odpocząć.












Bibliografia : 

- http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/urazy-wypadki/barszcz-sosnowskiego-jak-rozpoznac-i-leczyc-oparzenia_41798.html
- By Krzysztof Ziarnek, Kenraiz - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26550866
- http://wiadomosci.radiozet.pl/Wiadomosci/Kraj/Barszcz-Sosnowskiego.-Jak-wyglada-Objawy-poparzenia-zwalczanie-00007277  
-  http://grodzisknews.pl/uwaga-na-barszcz-sosnowskiego
-  http://nowosci.com.pl/210334,Barszcz-atakuje-Myslecinek.html
- Anna Mazerant: Mała księga ziół. Warszawa: Inst. Wyd. Zw. Zawodowych, 1990. ISBN 83-202-0810-6
- Zbigniew Mirek: Kwiaty Tatr. Przewodnik kieszonkowy. Halina Piękoś-Mirkowa. Warszawa: MULTICO Oficyna Wyd., 2003. ISBN 83-7073-385-9
- Lesley Bremness: Wielka księga ziół

wtorek, 7 czerwca 2016

Psia bójka - czyli jak rozdzielić gryzące się psy


Mój pies wdał się w bójkę ? Nie, to nie możliwe - czyli krótko o sile wyparcia 

Pomimo powszechnego problemu psie bójki dla wielu właścicieli nadal pozostają tematem tabu, a zagadnienie agresji jest sprawą dość krępującą. Niewielu ludzi potrafi zaakceptować fakt, że ich ukochany pies - członek rodziny to zwierze, które posiada dzikie instynkty i które czasami bywa nieprzewidywalne. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć daną reakcję pupila. Prosty przykład : Pies mojej znajomej , który od pierwszych miesięcy był socjalizowany, szkolony, przyzwyczajany do różnych miejsc, ludzi, przedmiotów, dziwnych zachowań, nietypowych sytuacji pewnego dnia skoczył na przejeżdżający samochód. Tylko dzięki błyskawicznej reakcji właścicielki nie doszło wtedy do tragedii.

W krajach takich jak Niemcy, Szwecja, Stany skłonność do agresji u wielu ras została zminimalizowana poprzez selekcję i wyeliminowanie z hodowli psów niezrównoważonych i agresywnych. W Polsce nadal stanowi to problem częściowo dlatego, że nasze wymagania są niższe, a świadomość mniejsza, a częściowo dlatego, że nadal nie przykłada się wagi do tego jakie zwierzęta są rozmnażane. Wystarczy porównać kartę oceny prób testów psychicznych rasy, żeby zobaczyć jak bardzo w stosunku do naszych sąsiadów jesteśmy zacofani.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że każdy pies bez względu na gabaryty rasę czy wygląd w określonych warunkach może wykazywać zachowania niepożądane, a nawet niebezpieczne. Z każdym zachowaniem agresywnym powinno się walczyć jak najwcześniej, ponieważ niekontrolowane najpewniej będzie się nasilać, zwłaszcza, że jest ono samonagradzające. Przyczyn agresji jest wiele : od obrony zasobów przez agresję lękową, smyczową po obronę terytorium włącznie, a ponieważ nie mamy wpływu na zachowanie innych psów czy ich właścicieli powinniśmy wiedzieć co zrobić, gdy już do psiej awantury dojdzie.




Po pierwsze zapobiegaj 

Niechlubną prawdą jest fakt, że za większość psich bójek odpowiadają właściciele. Wielu z tych sytuacji dałoby się uniknąć, gdyby większość ludzi rozumiała zachowanie swoich podopiecznych i wykazywała się nieco większą nich dotychczas świadomością. Jako właściciele mamy obowiązek nie tylko chronić naszego psa, ale i dopilnować, żeby nie wyrządził on szkody innej osobie czy zwierzęciu. Świadomy właściciel rozumie, że nie tylko jego pies ma potrzeby. Wciąż jednak mam wrażenie, że są oni w mniejszości. Często zdarza się, że psy agresywne puszczane są luzem bez żadnego nadzoru. W mojej okolicy mieszka kilku sąsiadów, którzy swoje niezbyt przyjazne psy puszczają luzem. Niektóre błąkają się same całymi dniami. Na efekty takiego beztroskiego zachowania nie trzeba było długo czekać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy doszło do kilkunastu pogryzień nie tylko wśród zwierząt, ale i ludzi. Poza psami agresywnymi są też psy nachalne, które swoim zachowaniem również prowokują do ataku. Jako świadomy właściciel powinniśmy uszanować to, że nie każdy życzy sobie, aby obcy pies podbiegał do jego pupila. Powody tej niechęci są różne : czasami pies jest po lub przed zabiegiem operacyjnym i jego ruch musi być ograniczony, czasami wymaga większej pracy w zakresie socjalizacji, czasami cierpi z powodu lęku, a czasami jest psem pracującym, który swoją uwagę ma skupiać tylko na przewodniku. Nie ważne czy nasz pies jest agresywny czy nazbyt kontaktowy nie powinniśmy pozwalać mu podbiegać do obcych psów, ponieważ nigdy nie wiemy z jaką reakcją drugiego czworonoga może się spotkać. Krzyczenie z oddali ''o jeju'' lub ''on chce się tylko pobawić'' czy równie mocne i często słyszane przeze mnie pytanie ''to pies czy suka? '' jest absolutnie niedopuszczalne. Możliwe, że dla wielu osób będzie to niespodzianką, ale pies z suką nie zawsze muszą się polubić, podobnie jak dwa samce nie zawsze muszą rzucić się sobie do gardeł. O wiele właściwsze byłoby pytanie ''czy psy mogą się z sobą przywitać''. To tak niewiele kosztuje, a może uchronić psy i nas samych przed nieprzyjemną i niebezpieczną sytuacją. Jeśli dany właściciel prosi, żeby pies się do jego pupila nie zbliżał to powinniśmy to uszanować. Psy agresywne i nieposłuszne, nie reagujące na przywołanie powinny zawsze być prowadzone na smyczy lub lince treningowej.
Wśród wielu właścicieli panuje też błędne przekonanie, że bez względu na wszystko psy muszą się z sobą przywitać. W końcu tyle się teraz mówi o psiej socjalizacji. Powinniśmy jednak wiedzieć, że nie każdy pies czuje taką potrzebę. Są takie, które tego nie lubią. Dlatego dobrze jest pytać. W końcu nikt nie zna swojego psa lepiej niż właściciel przynajmniej teoretycznie. Przede wszystkim jednak powinniśmy obserwować naszego psa, ponieważ większość wyraźnie sygnalizuje swoje zamiary względem innego osobnika. Nie zaszkodzi też codzienne ćwiczenie posłuszeństwa i skupiania uwagi na przewodniku, ponieważ podczas spaceru ta umiejętność może okazać się bezcenna. Dobrym sposobem na unikanie konfliktów jest odwracanie uwagi psa od innego czworonoga zanim ten jeszcze zdąży się zbliżyć. Do tego celu wykorzystuję zawsze to co mam pod ręką : czasami są to smaczki, czasami patyk, szyszki lub zabawka. Wszystko może okazać się pomocne. Jeżeli natomiast nie znamy danego psa lub jego postawa ciała wskazuje na możliwość konfliktu to starajmy się od niego oddalić na bezpieczną odległość. Czasem lepiej zawrócić niż narażać się na konfrontację. 




Po drugie zachowaj spokój 

W sytuacji, gdy już podbiegnie do nas obcy pies powinniśmy pamiętać o tym, że w dużej mierze nasze zachowanie ma wpływ na to jak dana sytuacja się zakończy. Przede wszystkim nie należy jednak panikować. Poza tym o ile to możliwe nie należy napinać smyczy, ani odciągać psa siłą. Takie zachowanie tylko sprowokuje go do ataku. Wiąże się to z napięciem mięśni i postawą ciała, którą przybiera pies wiszący na smyczy czy ciągnięty przez właściciela. Daj psom spokojnie się obwąchać, nie tylko po nosie. Początkowo nie ingeruj, daj psom się ''dogadać'' jest szansa, że konflikt rozwiąże się po kilku szczeknięciach. Nie tup, nie krzycz, nie wykonuj gwałtownych ruchów po prostu się rozluźnij. Poklepywanie psa, żeby go uspokoić też nie jest dobrym pomysłem, ponieważ dodatkowo go zestresuje. Jeśli nie jest jeszcze za późno można spróbować wejść między psy, stając twarzą do agresora, uniemożliwiając mu tym samym dostęp do ofiary. Taka postawa zwykle powstrzymuje zapędy napastnika. W tej sytuacji sprawdza się też gaz pieprzowy, który nie wyrządza psom krzywdy, ale skutecznie zniechęca je do ataku.

Jeżeli pomimo zachowania środków ostrożności pomiędzy psami dojdzie do konfliktu to najgorszym co możemy w tej sytuacji zrobić jest jego zaostrzenie. Należy szybko i sprawnie rozdzielić psy minimalizując tym samym ryzyko obrażeń. Słyszałam i czytałam o wielu sposobach rozdzielania psów, niektóre z nich stosowałam sama, innych nie odważyłabym się nawet spróbować. Niektóre z nich są bezpieczne inne nie, a ich stosowanie może okazać się dość ryzykowne. Poniżej postaram się wyjaśnić dlaczego.

Na forach internetowych możemy przeczytać, że do najpopularniejszych metod rozdzielania psów należą : podnoszenie psów za tylne łapy, polewanie ich wodą, ściskanie za jądra, ciągnięcie za ogon, bicie po głowie, a nawet wsadzanie ręki do pyska agresora. Niektóre z tych metod są bardzo niebezpieczne i mogą prowadzić do poważnych uszczerbków na zdrowiu. Polanie psów wodą może sprawdzić się, gdy konflikt nie jest poważny, ale prawdę mówiąc nie znam nikogo kto każdorazowo zabiera na spacer butelkę z wodą zwłaszcza zimą. Polewanie psów wodą zawiedzie w przypadku wywiązania się poważnej awantury, ponieważ nie zostanie to nawet przez nie ''odnotowane''. Nie zaryzykowałabym też bicia, kopania czy ściskania za jądra. Nigdy nie widziałam, żeby jakikolwiek profesjonalista w ten sposób rozdzielał psy. Takich metod nie należy stosować nie tylko ze względu na własne bezpieczeństwo, ale i ryzyko spowodowania urazów u psa. Z doświadczenia wiem, że pies w takim momencie absolutnie nie zastanawia się czy atakuje go przeciwnik czy ręka właściciela. Po prostu gryzie. Kiedyś, gdy Demona zaatakował inny agresywny pies, chcąc odciągnąć go od napastnika skróciłam i pociągnęłam go za smycz, a następnie chwyciłam go z boku za obrożę, żeby zwiększyć dystans pomiędzy nim, a drugim psem. Zrobiłam wszystko to czego zrobić nie powinnam. Efekt był taki jakiego można się było wtedy spodziewać. Demon odwrócił kufę i zahaczył zębami o moją rękę, oczywiście nie ugryzł i nie zrobił tego celowo. Po prostu postąpił instynktownie, gdy w sytuacji silnego napięcia coś chwyciło go z boku. Podobnie sprawa ma się z biciem, kopaniem i ściskaniem jąder. Ból zadawany psu może spowodować reakcję odwrotną od zamierzonej i sprowokować go do jeszcze bardziej zaciętej walki. Nie wspominając już nawet o urazach jakich może doznać, gdy zaczniemy go okładać pięściami. Równie głupie jest wkładanie psu do pyska ręki. Nie wiem jak Wy, ale ja nie odważyłabym się tego zrobić. Za bardzo lubię swoje palce. Jest to zachowanie pozbawione jakiegokolwiek sensu i instynktu samozachowawczego. Nawet pies, który dotąd nigdy nie ugryzł człowieka może w trakcie walki zrobić to zupełnie nieświadomie. Prawdę mówiąc nie wiem skąd wzięło się przeświadczenie, że w trakcie walki należy psu włożyć do pyska naszą rękę, nie wiem czy osoba, która była pomysłodawcą tego sposobu kiedykolwiek rozdzielała walczące psy, ani czy po owym zdarzeniu nadal miała obie ręce, ale w dobie 21 wieku możemy dany pogląd uznać za niedorzeczny.

Bardzo złym pomysłem jaki ostatnio miałam okazję zaobserwować było wyszarpywanie psa pokroju maltańczyka z pyska psa wielkości rottweilera. Wyobraźcie sobie małego psa, którego trzyma zębami dużo większy pies, a którego to malucha ktoś próbuje wyszarpać z uścisku za tylne łapy ? To bardzo niebezpieczne zwłaszcza dla psa, którego w ten sposób ktoś próbuje uwolnić, takie postępowanie może prowadzić to do wielu poważnych urazów, zwłaszcza, że drugi pies najprawdopodobniej będzie starał się utrzymać ofiarę w pysku, przez co może mocniej zacisnąć zęby.

Po trzecie rozdzielaj mądrze 

Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy psi konflikt jest poważny, a sposób rozdzielania należy dostosować do jego siły. Czasami wystarczy szybko odciągnąć od siebie psy, a czasami wymaga to nieco więcej siły. Fakt jest jeden w momencie, gdy psy zaczynają się gryźć ''na poważnie'' należy interweniować, ponieważ pozostawienie psów samych sobie może doprowadzić do zagryzienia jednego z nich. Niektórzy szkoleniowcy radzą, żeby w momencie ataku obcego psa puścić smycz co możliwi psu obronę bądź ucieczkę przed napastnikiem. Inni, żeby spróbować je rozdzielić bezdotykowo : np. za pomocą polania wodą lub narzucenia na jednego z nich koca lub kurtki. To spowoduje dezorientację i pozwoli na jego odciągnięcie. Można też spróbować rozdzielić psy za pomocą płaskiej, drewnianej lub plastikowej klepki, tzw. breaking stick, która umożliwia bezpieczne otwarcie psiego pyska. Jeśli w pobliżu jest samochód możemy spróbować przestraszyć psy za pomocą klaksonu. Chwilowa dezorientacja da nam czas na szybką reakcję i oddzielenie od siebie gryzących się psów. Jeżeli do dyspozycji mamy drugą parę rąk to możemy spróbować przełożyć pod ich tylnymi łapami szale lub smycze, a następnie je od siebie odciągnąć. Metoda sprawdzi się w przypadku dwóch gryzących się psów pod warunkiem, że oba zostaną odciągnięte w tym samym momencie. Trzeba jednak pamiętać, że pies może się odwrócić i ugryźć. Dlatego przy stosowaniu tej metody należy zachować szczególną ostrożność. Jeśli psy walczą zaciekle, a wcześniejsze metody okazały się nie skuteczne to o ile mamy kogoś do pomocy pozostaje nam jedno. Skorzystanie z tak zwanej ''taczki''. Każda z osób łapie jednego z psów za tylne łapy unosząc je do góry i lekko rozciągając na boki, uniemożliwiając mu tym samym atak na człowieka znajdującego się za nim. W takiej pozycji pies traci równowagę, a to skutecznie studzi jego zapał i uniemożliwia dalsze gryzienie.

Sytuacja nieco się komplikuje, gdy jesteśmy sami. Rozdzielenie psów w pojedynkę nie jest łatwe zwłaszcza, gdy jeden z nich biega na około i gryzie, gdzie popadnie. W takim przypadku możemy spróbować złapać agresora na smycz, odciągnąć go i przywiązać go do drzewa. Drugiego natomiast łapiemy za tylne łapy i odciągamy.

Jak rozdzielić gryzące się psy, czyli co robimy, a czego nie w bardzo dużym skrócie

- zachowaj spokój,
- nie bij, nie krzycz, nie kop, nie ściskaj za jądra,
- jeśli jest taka możliwość zwerbuj kogoś do pomocy,
- jeżeli walka nie jest zażarta, a zwerbowana osoba posiada wodę poproś o to, żeby polała nią psy,
- jeśli posiadasz koc lub kurtkę spróbuj go rzucić na agresora,
- jeśli w pobliżu znajduje się samochód poproś właściciela o włączenie klaksonu, zwykle przerywa on awanturę,
- pamiętaj niski ton głosu szybciej dotrze do psiego umysłu niż krzyk czy płacz,



Bibliografia

- ''Zachowania agresywne u psów''  - James O'Heare
- ''Agresja  psów'' - Joel Dehasse 
-http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/2878556,jak-bezpiecznie-rozdzielic-gryzace-sie-psy,id,t.html 
- https://www.pies.pl/gryza-sie/

czwartek, 2 czerwca 2016

Problemy z gruczołami okołoodbytowymi u psów


Czym jest saneczkowanie i jak sobie z nim radzić 

Gdy nasz pies zaczyna pocierać pupą o ziemię lub dywan to nazywamy to saneczkowaniem. Zdarza się, że pies tylko interesuje się okolicą odbytu - wygryza sierść przy ogonie, drapie się lub po prostu często siada. I chociaż  świadomość właścicieli zwierząt o powodach saneczkowania ciągle wzrasta to nadal jest to często bagatelizowany problem. Saneczkowanie ma dwie przyczyny : pierwszą jest spowodowane pasożytami przewodu pokarmowego, drugą jest zatkanie/przepełnienie zatok przyodbytowych. 




Gruczoły okołoodbytowe to małe pęcherzyki znajdujące się po obu stronach odbytu, w ich wnętrzu znajdują się specjalne gruczoły, które produkują zapachową wydzielinę. Gruczoły okołoodbytowe mają zarówno psy jak i koty. Zatoki przyodbytowe znajdują się wewnątrz ciała, umiejscowione są po obu stronach odbytu. 




Do zadań gruczołów okołoodbytowych należy : 

- wyprodukowanie silnego zapachu niezbędnego do znakowania terytorium, 
- pomoc w usunięciu toksyn oraz innych szkodliwych substancji z organizmu, 

Najczęstsze dolegliwości związane z gruczołami okołoodbytowymi u psów to : 

- niedrożność gruczołów, 
- stan zapalny gruczołów, 
- guzy, 
- ropienie gruczołów, 

Główne czynniki powodujące problemy z gruczołami są : 

- niewłaściwa dieta (niskiej jakości karma zawierająca przetworzone i sztucznie aromatyzowane produkty),
- otyłość, 
- dolegliwości wątroby, 
- dolegliwości odcinka lędźwiowo - krzyżowego kręgosłupa, 
- uszkodzenie mięśni prowadzących do zmniejszenia przepływu energii do gruczołów, 
- zmagazynowane w organizmie toksyny,
- zarobaczenie psa,

Jak sprawdzić czy pies ma właściwą wagę ?



Bardzo duża nadwaga u psa


Leczenie : 

Gdy pies zaczyna saneczkować należy zabrać go do lekarza weterynarii, który oczyści zatoki i  ustali czy były one przyczyną saneczkowania. Zdarza się, że przyczyną tego niecodziennego zachowania psa jest stan zapalny, który wymaga dodatkowego leczenia. Konwencjonalne leczenie schorzeń gruczołów polega na ich okresowym oczyszczaniu, podawaniu antybiotyków lub stosowaniu zabiegów chirurgicznych polegających np. na usunięciu gruczołów.

Niedrożność gruczołów 

Większość ze wskazanych rozwiązań nie eliminuje jednak problemu, a tylko jego konsekwencje. Nadmiar toksyn, które przedostają się do organizmu zwierzęcia osłabia pracę wątroby wówczas ich nadmiar przedostaje się do nie tylko do żółci, ale i do gruczołów okołoodbytwych, następnie są one wydalane w mniejszym bądź większym stopniu. Największa ilość toksyn znajduje się w tanich, kiepskiej jakości karmach przemysłowych, które są produkowane z odpadów. Często niskiej jakości karma prowadzi do występowania luźnych stolców przez co nie dochodzi do samoistnego oczyszczenia gruczołów. Do przyczyn, które wpływają na problemy z gruczołami zalicza się też otyłość. W wyniku nadmiaru tkanki tłuszczowej gruczoły okołoodbytowe nie mogą prawidłowo funkcjonować. 

Urazy kręgosłupa lędźwiowego

Nawet bardzo drobne urazy w obszarze kręgosłupa lędźwiowo - krzyżowym utrudniają przepływ impulsów nerwowych przebiegających do odbytu i gruczołów okołoodbytowych. W efekcie mięśnie są napięte i zakłócają prawidłowe funkcjonowanie gruczołów. 

Usuwać czy oczyszczać gruczoły ? 

Pomimo, że nigdy nie miałam psa, który miałby problemy z gruczołami okołoodbytowymi to na podstawie obserwacji wielu moich znajomych, którzy borykają się z tym problemem u swoich psów zauważyłam, że większość weterynarzy zaleca ich regularne oczyszczanie. Usuwanie gruczołów jak każdy zabieg chirurgiczny wiąże się z ryzykiem i powinien być wykonany tylko, gdy zachodzi bezwzględna konieczność. O tym czy zabieg powinien być wykonany czy nie powinien pomóc nam zadecydować fachowiec. 

Kiedy udać się do lekarza weterynarii ?

W przypadku zaobserwowania u psa zachowania odbiegającego od normy, nawet niepozorne symptomy bywają czasami oznaką bardzo poważnych problemów. Możliwe, że problemy z funkcjonowaniem gruczołów są efektem problemów ze stawami lub toksynami zalegającymi w organizmie. 

Bibliografia :

- http://www.weterynarz-praga.waw.pl/przypadki-interna-d15-Gdy_pies_jezdzi_pupa_po_ziemi.php
- http://wartagoldena.org.pl/forum/viewtopic.php?t=3202
- http://www.piesporadnik.pl/title,Higiena_gruczolow_okoloodbytowych,pid,84.html
- https://www.youtube.com/watch?v=m3zAXimyPpk
- https://www.wiocha.pl

środa, 1 czerwca 2016

Żmija zygzakowata - czyli na co powinniśmy uważać


Węże - informacje wstępne

Zarówno w świecie zwierząt jak i roślin istnieje niezliczona ilość organizmów tworzących łańcuch współ-zależności. Zarówno w świecie zwierząt jak i roślin istnieją mechanizmy obronne mające na celu ochronę poszczególnych gatunków. Zdecydowanie jedną z najbardziej efektownych form ochrony jest zdolność do wytwarzania toksycznych substancji, a najlepiej wyspecjalizowane w tej dziedzinie są węże. Do chwili obecnej opisano blisko 3 000 gatunków węży z czego szacuje się, że jadowite stanowią od 10 -15 % wszystkich gatunków. Jak nietrudno się domyślić większość tych gatunków żyje w krajach o gorącym klimacie. W Europie można spotkać jedynie jadowite gatunki żmii.


Zaskroniec zwyczajny 


Żmija zygzakowata 

Żmija zygzakowata to jedyny jadowity wąż występujący na terenie naszego kraju. Długość ciała żmii wynosi około 90 cm choć zdarzają się okazy mierzące 120 cm. Grzbiet może mieć zabarwienie brązowe, srebrnoszare, żółtawe, oliwkowozielone, niebieskoszare, pomarańczowe, czerwonobrązowe oraz miedzianoczerwone. Na grzbiecie zawsze występuje ciemniejszy od barwy podstawowej zygzak nazywany  ''wstęgą kainową''. Głowa płaska o trójkątnym zarysie, oddzielona od reszty ciała. Źrenica soczewkowata pionowa. Ciało węża jest dość krępe i zwęża się w kierunku głowy. Łuski znajdujące się na głowie gada tworzą wzór przypominający literę X,Y lub V.


Jadowita żmija zygzakowata 


Występowanie 

W Polsce żmije zygzakowate występują na całym obszarze, w kilku odmianach, z których najbardziej charakterystyczne są: jasna (szara lub rudobrązowa z czarnym zygzakiem wzdłuż całego grzbietu) oraz czarna (gdzie zygzak nie jest widoczny). W Polsce żmija zygzakowata podlega ochronie. Żmije spotykane są głównie na obrzeżach lasów, polanach oraz podmokłych łąkach. Lubią siedliska o dość chłodnym mikroklimacie. Żmije możemy najczęściej spotkać pod kamieniami, krzakami, wśród korzeni drzew lub wygrzewające się w słońcu. Prowadzą dzienny tryb życia. I chociaż żmije zostały wyparte z większości terenów zamieszkałych przez ludzi to nada w  regionach takich jak Bieszczady, Beskid Niski oraz Pomorze. Jak nietrudno się domyślić to właśnie w tych regionach notuje się najwięcej ofiar ukąszeń.


żmija zygzakowata odmiana melanistyczna 


Żywienie 

Żmije żywią się małymi ssakami (kretami, ryjówkami), gryzoniami (myszami), płazami (żabami). Żmije polują również na jaszczurki i pisklęta. Młode natomiast  odżywiają się owadami, ślimakami, dżdżownicami, itp. 

Zachowanie 

Żmije nie atakują człowieka aktywnie, a niebezpieczne są tylko w bezpośrednim zetknięciu. Najczęściej uciekają przed napastnikiem, a atakują tylko, gdy czują się osaczone. Zazwyczaj przed ukąszeniem żmija głośno syczy, rzadko jednak kąsa. Jeśli jednak przydepniemy żmiję lub usiądziemy na niej może ukąsić nas bez ostrzeżenia.


żmija zygzakowata


Jad żmii 

Jad żmii jest nie posiada smaku i jest bezbarwny. Substancje toksyczne, które się w nim znajdują ulegają neutralizacji po osiągnięciu przez nie temp. 100 stopni Celsjusza.  Jest to mieszanina toksyn uszkadzających układ nerwowy, powodujących martwicę tkanek, zmniejszająca krzepliwość krwi oraz zmiany rytmu serca. W sytuacji, gdy wąż się broni jego ukąszenie nie ma na celu zabicie agresora, a jedynie jego zniechęcenie do kolejnego ataku. Podczas ukąszenia żmija zygzakowata wpuszcza w ciało ofiary od 0 do 60 - 75% (w zależności od źródeł ) posiadanego jadu. Zwykle jednak średnia kształtuje się na poziomie 20 % zasobów.
Po ukąszeniu żmii ze względu na poważne ryzyko martwicy należy natychmiast wezwać karetkę lub udać się do lekarza. Ukąszenie jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci oraz osób starszych. Nie stanowi jednak śmiertelnego zagrożenia dla zdrowego dorosłego człowieka. Leczenie polega na podaniu antytoksyny końskiej.

Ukąszenia żmij u psów 

Poza człowiekiem na ukąszenia żmij  narażone są przede wszystkim towarzyszące mu zwierzęta, najczęściej psy. W prawdzie nie prowadzi się żadnych oficjalnych statystyk przedstawiających liczbę ukąszeń psów przez żmije w naszym kraju, ale pomimo to wiadomo, że do weterynarzy niejednokrotnie trafiają psy ukąszone przez żmije zygzakowate. Większość przypadków ukąszeń żmii wymaga leczenia dlatego szybkie dostarczenie psa do lekarza weterynarii jest niezwykle istotne i niejednokrotnie decyduje o rokowaniu. Jak pisałam wyżej ukąszenie żmii nie zawsze prowadzi do zatrucia jadem, a ryzyko wystąpienia objawów zależy od wielu czynników tj. chociażby aktywności fizjologicznej żmii, miejsca ukąszenia oraz masy ciała ofiary. Źródła wskazują, że najbardziej niebezpieczne są ukąszenia w głowę lub szyję zwierzęcia, które w efekcie obrzęku tkanek prowadzą do zejść śmiertelnych w wyniku uduszenia. Dodatkowo bardziej narażone na toksyczne oddziaływanie jadu są psy ras małych. Objawy zatrucia uzależnione są również od ilości ukąszeń, rzadko podczas ataku żmija kąsa ofiarę tylko jeden raz. Niezwykle istotna dla późniejszego rokowania jest aktywność fizyczna psa, którą wykazuje od momentu ukąszenia. Im aktywność fizyczna jest większa tym szanse na uratowanie czworonoga są mniejsze, ponieważ jad szybciej rozprzestrzenia się w organizmie ofiary.


żmija zygzakowata 


Postępowanie z psem ukąszonym przez żmiję zygzakowatą 

Jeżeli jesteśmy świadkami pogryzienia psa przez żmiję powinniśmy bezzwłocznie dostarczyć go do lekarza weterynarii i bezzwłocznie poddać odpowiedniemu leczeniu, ponieważ nie leczone przypadki ukąszenia mogą zakończyć się śmiercią. 

Co zrobić, gdy nie byliśmy świadkami ukąszenia psa, a objawy kliniczne, które u niego zauważyliśmy mylnie odbieramy jako efekt urazu ? W takim przypadku podczas badania klinicznego powinno się wykonać zróżnicowaną diagnostykę razem z reakcjami alergicznymi zwłaszcza na ukłucia i ukąszenia owadów. Zanim jednak zwierze trafi do lecznicy bezwzględnie należy ograniczyć jego aktywność ruchową do niezbędnego minimum. Pamiętajmy, aby zapewnić psu spokój. W przypadku ukąszenia czworonoga w kończynę możemy, a nawet powinniśmy założyć opaskę uciskową, którą zakładamy zawsze powyżej miejsca ukąszenia. Rana po ukąszeniu powinna być oczyszczona oraz zabezpieczona jałowym opatrunkiem.

10 prostych kroków - czyli co zrobić w przypadku ukąszenia psa przez żmiję zygzakowatą 

  1. Poinformuj najbliższą lecznicę weterynaryjną, że jedziesz do niej z psem ukąszonym przez żmiję zygzakowatą, 
  2. Uspokój psa, pilnuj, żeby jak najmniej się ruszał (oczywiście nie podajemy psu ŻADNYCH leków uspokajających, 
  3. Załóż jednorazowe rękawiczki. Jad węża może przeniknąć przez spierzchniętą skórę oraz mikro urazy, których niejednokrotnie nawet nie widać, 
  4. Oczyść okolice ukąszenia, 
  5. Jeżeli tylko masz taką możliwość wygol 3 cm w okolicy rany (zwiększa to szansę na pozbycie się części bakterii, które są niebezpieczne dla psów, a które stanowią naturalną florę bakteryjną u gadów. Wygolenie jest też niezwykle ważne do odessania jadu, 
  6. Odessij jad za pomocą specjalnej pompki http://www.bangla.pl/opinie/p3099/aspir-aspilabo-aspivenin-pompka-do-usuwania-kleszczy-jadu
  7. Jeżeli pies został ukąszony w kończynę to usztywnij ją powyżej miejsca ataku. (W tym celu możesz wykorzystać bandaż elastyczny, rajstopy, a nawet kawałek materiału). 
  8. Przepłukujemy ranę wodą lub wodą utlenioną, 
  9. Na ranę załóż jałowy opatrunek, 
  10. O ile to możliwe schłodź okolicę rany spowolni to rozprzestrzenianie się jadu, 

Objawy ukąszeń żmij u psów 

Bezpośrednio po ukąszeniu w miejscu urazu charakteryzuje się najczęściej uszkodzonym sierści i otarciem naskórka. Często w miejscu ukąszenia widoczny jest ślad zębów żmii. Czasami można zauważyć niewielkie krwawienie z rany. Kilka minut po ukąszeniu psa przez żmiję tworzy się zasinienie, a z rany często wydobywa się ciemny, krwisty, płyn. Po około 10 minutach w miejscu ukąszenia  pojawia się obrzęk. Nieliczne przypadki wskazują, że czasami obrzęk narasta tak szybko, że w ciągu 1 godziny obejmuje całą ukąszoną kończynę czworonoga. Jednym z typowych objawów jest podwyższona temperatura skóry w okolicach rany. Często w przypadku psów ras dużych oraz średnich dochodzi do sytuacji kiedy tworzą się krwawe wylewy podskórne. Po kilu godzinach od ukąszenia często pojawiają się pęcherze z krwistą zawartością. W nieleczonych przypadkach podobnie jak u ludzi może dojść nie tylko do martwicy tkanek, ale i śmierci.
Pierwsze objawy zatrucia jadem to obrzęk, bolesność w miejscu rany, osłabienie mięśniowe, senność oraz wybroczyny.
W poważnych przypadkach można zaobserwować u zwierzęcia objawy takie jak rozszerzenie źrenic, ślinienie, wymioty, letarg, bolesność jamy brzusznej, drżenie mięśniowe, zaburzenia oddychania, itp.

Według dostępnych źródeł u psów wyróżnia się 3 podstawowe fazy zatrucia jadem żmii zygzakowatej :

- pierwsza trwa do 2 godzin po urazie,
- druga trwa do 24 godzin po urazie,
- trzecia trwa do około 10 dni po urazie,

Pierwsza faza jest fazą ostrą i w przypadku dużych dawek jadu wstrzykniętego przez żmiję w stosunku do masy ciała zaatakowanego zwierzęcia oraz ze względu na inne czynniki, tj. miejsce ukąszenia, aktywności fizjologiczna żmii może zakończyć się śmiercią, jeżeli nie zostało podjęte natychmiastowe leczenie. W tej fazie mogą nie tylko wystąpić krwawe wymioty, ale i stolce. Często obserwuje się również występowanie krwi w moczu zaatakowanego zwierzęcia. Rokowania są dobre jeżeli pies przeżyje fazę ostrą zatrucia i nie wystąpi u niego wstrząs anafilaktyczny.
W przypadku kiedy pacjent jest aktywny w ciągu 24 godzin, to przypadki śmiertelne jako skutki zatrucia jadem są bardzo rzadkie.
Jak nietrudno się domyślić faza trzecia jest fazą zdrowienia psa, w której leczy się ewentualne komplikacje wynikające z ukąszenia, tj. zmiany martwicze czy zakażenia bakteryjne.

Czasami zdarza się, że pokąsanie przez żmiję nie jest pierwszym przypadkiem u danego pacjenta - co oczywiście zmniejsza ryzyko zatrucia jadem, ponieważ w surowicy ponownie zaatakowanego psa są obecne przeciwciała.

Należy jednak pamiętać, że jeżeli pies w przeszłości po ukąszeniu żmii zygzakowatej miał zaaplikowaną antytoksynę jadu żmij to bezwzględnie należy o tym fakcie powiadomić lekarza weterynarii. Ponieważ w przypadku ponownego jej zaaplikowania należy liczyć się z dużym ryzykiem wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego co dla psa jest bardzo niebezpieczne. 

Profilaktyka ukąszeń żmij 

Profilaktyka polega przede wszystkim na odpowiedniej opiece w przypadku przebywania na terenach naturalnego występowania węży. Psy powinny być trzymane na smyczy w celu zapewnienia lepszej kontroli i po to by w razie konieczności uniemożliwić im atak na jadowite gady.
Za granicą w krajach o wysokim ryzyku ukąszeń przez jadowite gady właściciele psów często decydują się na specjalne szkolenie, mające na celu wyuczenie psa odruchu sygnalizowania właścicielowi o obecności niebezpiecznego gada. Moim zdaniem jest to bardzo dobre rozwiązanie i sama chętnie na takie szkolenie swojego psa bym zabrała, gdyby tylko u nas była taka możliwość.

O czy należy pamiętać przed wyjazdem w rejony, gdzie występuje żmija zygzakowata ? Warto wyposażyć się w apteczkę, sprzęt do odessania jadu oraz i to jest bardzo ważne sprawdzić gdzie znajduje się najbliższa lecznica weterynaryjna oraz czy posiada ona niezbędną surowicę. 


Bibliografia :

- Ulrich Gruber - Płazy i gady. Gatunki środkowoeuropejskie. Przewodnik Kieszonkowy. Wyd. Multico, Warszawa 1997,
- Zygmunt Markota - Węże Europy. Wydawnictwo Multico, Warszawa 1999,
- Juszczyk W. - Płazy i gady krajowe. Część 3: Gady (Reptilia). Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1987,